wtorek, 7 stycznia 2014

Porzucone, zaśmiecone...


Na opuszczony PGR natknęliśmy się zupełnie przypadkiem. Długi spacer wydawał się najlepszą alternatywą dla świątecznego stołu, a przy okazji - sposobnością do poznania nowej okolicy. Na uboczu podwrocławskiej wsi Kamień trafiliśmy na nieco zapuszczony park (z malowniczymi ruinami), szczelnie jednak odgrodzony, oraz - porzucone gospodarstwo.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wetknęła tam nosa...



Choć zabudowań było stosunkowo niewiele, widok był bardzo przygnębiający - sypiące się powoli budynki, smętnie zwisająca z dachu folia, zapomniana stróżówka z tabliczkami "teren monitorowany". I śmieci. Ogromne ilości śmieci - hałdy kruszejącej folii, puste opakowania po nawozie rozsypane pomiędzy budynkami i wypełniające dawną oborę.

Przygnębiające. Przerażające.








poniedziałek, 6 stycznia 2014

O fotografii: Kwiaty na białym i na czarnym, cz. 3


Pokazywałam już wyniki moich wcześniejszych eksperymentów z fotografowaniem kwiatów na jasnym i ciemnym tle, na przykładzie róż i żonkili, teraz przyszła pora na tulipany. Już mi się wydawało, że nie lubię białego tła, a te próby miały mnie tylko utwierdzić w tym przekonaniu, ale okazało się, że tulipany, przynajmniej w tym odcieniu, całkiem nieźle wypadają w jasnym układzie.

Zabawa przyjemna, wiele uczy o kolorach :)

Zdjęcia są surowe, praktycznie bez obróbki graficznej, a przeleżały ostatnich kilka miesięcy tylko dlatego, że zrobiłam ich za dużo i nie mogłam się zdecydować, które wybrać.












500. post

 
Wydawało mi się, że mniej teraz piszę, a tu jednak... 500 post. Czas leci (za szybko). Wolne chwile staram się ostatnio spędzać jak najdalej od komputera, zajęć nie brakuje: trochę eksperymentów z fotografią, trochę testowania nowej maszyny do szycia, to znów - szkice do opowiadań, etc. Zawsze znajdzie się coś ciekawego do zrobienia, nawet jeśli doba byłaby dwa razy dłuższa. Za PTA ciągle nie mogę się zabrać, lecz kończę właśnie inny tekst, niespodziankę, do której nie mogłam się zmobilizować od miesięcy. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać :)

***

Pod jego stopą niespodziewanie zaskrzypiał stopień rozdzierając ciszę nieprzyjemnym dźwiękiem. Alec zamarł, lecz Edward, który znajdował się wyżej, skoczył zwinnie do przodu i przylgnął do ściany tuż obok wyjścia na korytarz. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Sekundę później drzwi się uchyliły, by wypuścić mężczyznę z twarzą przesłoniętą ciemną chustką. Graham nie miał okazji mu się przyjrzeć, gdyż uwaga skupił na rewolwerze wycelowanym w jego pierś. Nie potrafił powiedzieć, co się później wydarzyło. Edward poruszył się zbyt szybko, by dało się śledzić jego ruchy, a w następnej sekundzie zamaskowany napastnik osuwał się na ziemię w ramionach miedzianowłosego. Pierś mężczyzny mieniła się świeżą, pulsującą czerwienią.



- Jezu Chryste… – wymamrotał Alec.



Z oddali dobiegło ich niewyraźne wołanie, przypominające „ratunku”.



Graham poczuł, jak zawartość żołądka podchodzi mu go gardła, chciał coś zrobić, działać, lecz paraliżowała go świadomość braku odpowiednich umiejętności. Jego towarzysz tymczasem przeciągnął ciało na schody, ułożył z boku, po czym nie zwracając uwagi na gubernatora wyjrzał ostrożnie na korytarz. W międzyczasie Alec zdołał nieco odzyskać panowanie nad sobą i pokonał ostatnie stopnie z nadzieją, że żaden z nich już go nie zdradzi.



Gdzieś na dole schodów kobiecy głos zaczął przeraźliwie krzyczeć.


W tej samej chwili na piętrze rozległy się dwa następujące po sobie strzały.






piątek, 3 stycznia 2014

Wyjątkowo ciepła zima?


Żeby nie było - za mrozem nie tęsknię. W ogóle chciałabym już wiosny, ale skoro na tej naszej szerokości geograficznej musimy na nią jeszcze poczekać, to niech będzie już choć tyle ciepła. Trochę to ogłupiające dla zdrowia, więcej chorób, trochę ryzykowne dla roślin, które mogą się obudzić.

Zima pewno jeszcze uderzy, w końcu srogi luty przed nami... W ubiegłym roku śnieg trzymał się jeszcze w kwietniu. Jak będzie w 2014?





Mój prywatny ranking romansów epokowych


Zainspirowana postem z bloga DearAuthor postanowiłam sporządzić mój własny, mały ranking. Jest w tych książkach coś magicznego: okres Regencji, panie w pięknych sukniach i eleganccy panowie (oczywiście o ile pamiętamy tylko o balach, nie o tych mniej przyjemnie pachnących aspektach epoki)... Świat na tyle odległy, że dla mnie stanowi doskonały sposób na oderwanie się od codzienności.

Zastanawiając się nad listą - stwierdziłam, że łatwiej będzie mi skupić się na nazwiskach autorów niż konkretnych tytułach. Niedawno pisałam, w odniesieniu do literatury fantasy, iż męczą mnie ciągnące się na siłę serie, lecz w przypadku tych epokowych - mam w sobie zdecydowanie więcej cierpliwości do poznawania historii kolejnych członków rodziny. Choć z drugiej strony, gdy "przedawkuję" sobie tego rodzaju literaturę, dostaję czkawki na sam widok takich słów jak "hrabia" czy "markiz". Ale to tak zawsze - co za dużo, to niezdrowo i moja sympatia do powieści historycznych powraca falami.

Na najlepsze z nich trafiłam dzięki Vic, zarówno dzięki jej recenzjom, jak i bogatej kolekcji na chomiku :)

A przechodząc do rankingu... Tak poza klasyfikacją, na honorowym miejscu, wypadałoby wymienić kilka nazwisk, które niekoniecznie kojarzą się z "romansami" jako takimi: chociażby Guy Gavriel Kay, Lew Tołstoj, Fiodor Dostojewski, Isabel Allende czy paru innych, którzy niekoniecznie powinni znaleźć się w jednej linijce. Och, właśnie. Proza iberoamerykańska też ma tą magię, ale nie o niej chciałam pisać...

Rozstrzygnięcie odnośnie dwóch pierwszych miejsc w tej małej zabawie okazało się trudne - uznałam, że obie autorki zasłużyły na nie ex aequo, natomiast pozostałe pozycje nie budzą już takich emocji, więc kolejność będzie raczej przypadkowa :)



1. Judith McNaught

Przeczytałam co prawda tylko kilka powieści tej autorki, za to zrobiły one na mnie spore wrażenie. Zaintrygowały mnie wyraziste postacie oraz rozbudowana fabuła - dość długa, pozwalająca się wciągnąć. Oczywiście, mogłabym się przyczepić: bo wszyscy oni byli tacy śliczni, na swój sposób idealni, bo każdy miał tam jakąś traumę za sobą, etc. Jednakże na tle innych romansów epokowych - te plasują się w ścisłej czołówce :)

Przede wszystkim - "Na zawsze" ("Once and Always"). Do tej historii chyba najczęściej powracam :) Victoria jest ma w sobie tyle uroku, tyle energii... Typ bohaterki, którą bardzo lubię :) Pozwolę sobie przytoczyć jeden z moich ulubionych fragmentów.

"- Wprawiła w ruch wszystkie języki w mieście. Czy naprawdę powiedziała Roddy’emu Carstairsowi, że pobije go w strzelaniu z jego własnego pistoletu?
- Nie - odparł sucho Jason. - Powiedziała mu, że jeżeli jeszcze raz będzie się do niej zalecał w nieprzystojny sposób, to go zastrzeli, a jeżeli zdarzy jej się chybić, poszczuje na niego Wilka. A jeśli Wilk z nim nie skończy, to żywi głębokie przekonanie, że zrobię to ja. - Roześmiał się i potrząsnął głową. - Po raz pierwszy się zdarza, by nominowano mnie do roli bohatera. Poczułem się jednak nieco zmartwiony, że zająłem dopiero drugie miejsce po psie."


Historie Judith McNaught są dość długie, można powiedzieć, że podążają podobnych schematem (jak zresztą wiele romansów - od nieufności/niechęci, przez pożądanie, dopiero potem zauroczenie, jakiś baaaarrdzo dramatyczny kryzys, po radosny finał), lecz dzięki swojej długości - kolejne etapy nie wydają się naciągane - czytelnik ma czas, by przyzwyczaić się do emocji bohaterów, stają się one dość wiarygodne.

Podobały mi się "Coś wspaniałego" i "Jak w raju", lecz w odniesieniu do "Whitney, moja miłość" mam bardzo mieszane uczucia :) To prawdziwa epopeja, obejmująca dłuższy okres czasu. I tak, jak polubiłam główną bohaterkę, z przyjemnością obserwowałam, jak z naiwnej panienki przekształca się w świadomą siebie kobietę, tak Clayton - och, on przede wszystkim mnie denerwował. Nawet na sam koniec nie potrafiłam poczuć do niego sympatii. Hmm... Ale jeśli bohaterowie wzbudzają emocje, to chyba należy uznać to za plus?

1. Mary Balogh

Na czołowe miejsce w rankingu Mary Balogh zasłużyła sobie tym, że chyba żadna z jej książek mnie nie zawiodła, a przeczytałam ich sporo :) Lekkie pióro, ciekawe charaktery, starannie zbudowana fabuła i powiązania, które pozwalają poznać bliżej kolejne postaci.

Nawet nie wiem, którą z książek wymienić jako pierwszą... Może "Pieśń bez słów"? Mnie ta historia po prostu urzekła :) Zauroczyli mnie bohaterowie cyklu "Bedwynowie", wyjątkowo barwna rodzina (i nie tylko rodzina), więc z przyjemnością śledziłam ich losy.

Parę jeszcze powieści tej autorki zostało mi do przeczytania, tak na czarną godzinę :)


Suzanne Enoch - "Niesforne serce"

Podobała mi się cała seria o rodzinie Griffinów, lecz pierwsza część była zdecydowanie najlepsza :) Autorka stworzyła zachwycającą parę - Eleanor oraz Valentine bawią, wzruszają, a do tego - na szczęście! - raz po raz pojawiają się w kolejnych tomach. Warto przeczytać chociażby dla samych zabawnych utarczek między rodzeństwem oraz ciętych komentarzy markiza :)

Julia Quinn - cykl Rodzina Bridgerton

To kolejna autorka potrafiąca kreować barwne postaci i lekko, ze swadą opisywać perypetie sympatycznej rodziny.
Johanna Lindsey - "Kocha się tylko raz"

... ale polecić mogę cały cykl o rodzinie Malory'ch i drugi, o rodzinie Reid :)
Liz Carlyle

Wszystkie spośród kilkunastu książek tej autorki są jakoś ze sobą powiązane. Imiona mogą się mylić, losy bohaterów przeplatać, ale... Miło jest raz po raz do niej wracać.

Kolejne pozycje to te, które na tyle zapadły mi w pamięć, bym potrafiła na szybko wyłowić je z długiej listy przeczytanych powieści :) Szczegóły się już rozmywają, nie pamiętam, o czym dokładnie były - pozostały ogólne wrażenia, krótkie "mentalne notki" przy nazwiskach autorek, czy warto sięgać po kolejne pozycje.

Loretta Chase - Tha Mad Earl's Bride
Shirlee Busbee - Uległa i posuszna
Patricia Cabot - Markiz
Mortimer Carole - Książę i Jane
Nicole Cornick - Podwójne życie Lady Merryn
Anna Ashley - Zbuntowana markiza


Kiedy tak patrzę na wymienione wyżej tytuły i przypominam sobie bohaterów, mam ogromną skasować tą listę. Bo książki mi się podobały, choć - kiedy się nad tym zastanawiam - nie powinny. I nie mam tu na myśli, że stanowią literaturę nienajwyższych może lotów... ale o sposób, w jaki przedstawiono w nich relacje między kobietami a mężczyznami.

O tym jednak innym razem :/




sobota, 21 grudnia 2013

Wesołych Świąt!


Zapowiada się, że najbliższy tydzień-półtora spędzę z dala od takich zdobyczy cywilizacji jak internet (a może i bez zasięgu, jak dobrze pójdzie), toteż już teraz życzę Wam wszystkim:

zdrowia i miłości,
chwili wytchnienia od codziennych trosk,
radosnych chwil spędzonych z bliskimi.
lekkości na sercu, słońca w duszy,
odpoczynku, czasu tylko dla siebie
uśmiechu.

Wesołych Świąt!

PS. Nie przygotowałam sobie w porę zdjęć z choinką... więc kwiatki muszą wystarczyć.



wtorek, 17 grudnia 2013

O fotografii: kilka prostych sztuczek


Sprzęt fotograficzny jest drogi, w tym przypadku najczęściej cena odpowiada jakości. Ale też wydanie fortuny na najnowszy model czy profesjonalny obiektyw nie gwarantuje doskonałych zdjęć. Interesującą fotografię można zrobić również komórką, jest też sporo prostych (i tanich!!) rozwiązań pozwalających zastąpić drogie akcesoria.

Pozwoliłam sobie zebrać kilka przykładów, może komuś się przydadzą? :)

1. Efekt "mgiełki"

Ten foto-instruktaż otrzymałam mailem od pewnej dobrej duszyczki :) Oczywiście, podobny "zamglony" efekt można uzyskać w Photoshopie, ale wymaga to więcej zachodu.


2. Snoot, strumienica, grid

Pomysłowe i b. tanie rozwiązania podsuwa autor bloga "Studio w plecaku" - tutaj i tutaj. Tego rodzaju nakładki na lampę błyskową pozwalają dość precyzyjnie ukierunkować jej światło, np. aby uzyskać doświetlenie jednego z elementów kadru przy dość ciemnym tle. Sama korzystam ze strumienicy typu "plaster miodu" - można uzyskać naprawdę ciekawe efekty.

Polecam też przejrzenie całego bloga "Studio w plecaku".

A tutaj jeszcze prostszy sposób na snoota - z pustej puszki.

3. Softbox

Nigdy nie byłam fanką zdjęć studyjnych, czasem jednak - chociażby przy okazji uroczystości rodzinnych - przydałoby się mieć dostęp do akcesoriów pozwalających uzyskać miękkie, rozproszone światło.

Nieprofesjonalnych i b. ekonimicznych metod jest sporo, wystarczy zapytać google: "DIY softbox" - mniejsze/większe, przenośne czy stacjonarne...
Np:
http://www.digitalcameraworld.com/2013/04/10/diy-photography-hacks-make-a-softbox-with-cardboard-for-creative-lighting-effects/
http://www.diyphotography.net/how-to-build-24-diy-softboxes
http://jealbeniz.blogspot.com/2011/06/diy-39-umbrella-soft-box-for-less-than.html
albo - taki nietypowy, na oknie: http://www.digitalcameraworld.com/2012/11/08/diy-photography-hacks-make-a-lightbox-using-a-window-and-paper/

4. Kwiaty w plenerze - ale z własnym tłem

TEN pomysł wyjątkowo mi się spodobał. Mam całą zimę, aby sobie przygotować podobny namiot i wiosną ruszyć na łowy.

5. Martwa natura - szybka metoda na efekty specjalne.

TUTAJ. Potrzebny program do obróbki graficznej.

6. Wymuszona perspektywa

Tutaj ciekawa sztuczka pozwalająca zmieniać skalę fotografowanych obiektów w stosunku do ich otoczenia.


sobota, 14 grudnia 2013

Marudzenie nad książkami - serie i urban fantasy.


Kiedy szukam lektury "na odprężenie", zawsze sięgam po coś... innego od naszej rzeczywistości. Wyraźnie innego, co pozwoli mi uciec myślami do świata fantazji). Z tego powodu mam ogromną słabość do (nawet zupełnie nie-romansowych) książek fantasy czy historycznych, a choćby i science-fiction, czy od jakiegoś czasu wyjątkowo modnych - "paranormalnych". Nie przepadam za tymi "normalnymi", dramatami, obyczajowymi, komediami czy romansami, choćby i najlepiej napisanymi. Co zrobić - ten model tak już ma.

piątek, 13 grudnia 2013

Dlaczego "gender" jest złe?


Dyskusję o tym, jak wielkim złem jest "gender",  śledziłam od niechcenia. Bo co tu śledzić, jeżeli głos zabierają osoby, które nie potrafią sobie zadać tej odrobiny trudu i sprawdzić, o czym tak w ogóle mówią? "Gender to przebieranie mężczyzn w kobiece ciuszki".

Taaaak...

Mimo wszystko jednak, w którymś momencie poczułam rozdrażnienie. W debacie publicznej raz po raz pojawiają się osoby... delikatnie mówiąc "nierozgarnięte", zazwyczaj jednak większość stara się używać rozsądnych (lub stwarzających takie pozory) argumentów.

Nawet, jeśli się z kimś nie zgadzam, staram się zrozumieć stanowisko strony przeciwnej, szczególnie, jeśli temat z jakiegoś powodu mnie interesuje. W przypadku "kłótni" o gender - nijak nie potrafię zrozumieć tego ładunku agresji, ślepej złości. 

A co w tym chodzi???

Co komuś przeszkadzają studia (prowadzone na całym świecie zresztą) nad społeczno-kulturową tożsamością płci? To nie jest nawet ideologia, tylko badania naukowe, dyskusje... Jak dotąd nie usłyszałam żadnego racjonalnego argumentu, co może być w nich niewłaściwego, pozostaje mi zatem uwierzyć w teorię spiskową. Głosi ona, że przeciwnikami gender są panowie, którzy nie potrafią pogodzić się z upadkiem patriarchatu, z równouprawnieniem kobiet, etc. Zdominowane przez mężczyzn tradycyjnie konserwatywne środowiska, z Kościołem Katolickim na czele, zawsze starały się kontrolować kobiety - ich wolność, prawa czy ściśle z tym związaną seksualność. 

Ta "teoria" przekonująco wyjaśnia również, dlaczego KK tak przeciwstawia się chociażby antykoncepcji - dajcie kobietom wolność decydowania o swoim ciele, a przestaną być zależne od mężczyzn. Albo - dlaczego przedstawiciele niektórych środowisk prawicowych upierali się, że Polska nie powinna podpisywać konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej? Pomyślałby kto, że Kościół jest powołany do ochrony słabszych, ale:

Według Episkopatu, konwencja zbudowana jest na "ideologicznych i nieprawdziwych założeniach", a także "zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy". (źródło, fragment może odrobinę wyrwany z kontekstu, ale bardzo mnie rozdrażnił)

Jeśli dominacja mężczyzny nad kobietą jest dorobkiem cywilizacyjnym, to ja się z tej cywilizacji wypisuję.

Nigdy nie lubiłam teorii spiskowych, ale z braku innego wyjaśnienia... Ech, wolałabym, żeby w XXI wieku uczestnicy debaty publicznej mieli więcej szacunku dla inteligencji słuchaczy.

Odbiegam jednak od tematu...


Na ciekawy głos, po części pasujący do teorii, jaką przedstawiłam powyżej, trafiłam w wywiadzie z dr Mirosławem Tryczykiem ("Nachodzą wilki", Magazyn Świąteczny Gazety Wyborczej z 7-8 grudnia br., tutaj niestety tylko fragment). Sam wywiad dotyczył innej kwestii, "wyklętych", ale poruszono w nim również interesujący mnie temat:

 - "Wyklęci" są rewolucjonistami, którzy dojrzewają do rewolucji, czyli do próby zmiany rzeczywistości politycznej, społecznej. Czy to we Wrocławiu, czy w Białymstoku niejednokrotnie mówili mi, że mają dość, że nie chcą się dłużej godzić na bycie oszukiwanymi. To oni chodzą w marszach.

- Kim są konkretnie?

- To roczniki 1980-90, nie tylko z małych miasteczek, ale również "młodzi wykształceni z wielkich miast". (...) Myśmy dorastali na przykład w micie sukcesu. Inwestuj w siebie, ucz się języków, praktykuj, rozwijaj się, bo masz zagwarantowany równy dostęp do wolności i do sukcesu. Mit równych szans był dominującą narracją lat 90. Wielu z nas starało się go realizować, by potem zdać sobie sprawę, że większość z nas na sukces nie ma szans. Dlatego próbujemy osiągnąć go metodami pozasystemowymi i stajemy się rebeliantami.

- Kobiety w tym gronie są?

- Niewiele. Sądzę, że jednym z powodów frustracji pokolenia "wyklętych" jest kryzys męskości. Mężczyźni są sfrustrowani, bo tracą swoją dotychczas uprzywilejowaną pozycję społeczną, a nikt, kto traci władzę, nie jest szczęśliwy. Nasza tradycyjna męskość, oparta na schematach wojownika zdobywcy, kształtowana przez tysiące lat patriarchalnej kultury, jest dziś zewsząd krytykowana. Tradycyjna rola w rodzinie jako ojców - również. Mężczyźni nie nadążają z dostosowywaniem swoich tożsamości do zmieniających się gwałtownie narracji społecznych. Dlatego też wcielają się w role "wojowniczych kiboli", by odreagować zagubienie, albo ustami księży, którzy też są przecież mężczyznami, zwalczają wszelki gender i lewactwo, zachowują się homofobicznie.
"Wyklętym" marzy się powrót do patriarchalnego społeczeństwa.



Dyskusja będzie się pewnie przez jakiś czas jeszcze toczyć, na wyższym lub niższym poziomie, ale nie sądzę, by miała znaczący wpływ na rzeczywistość. Historia uczy, że kiedy społeczeństwo dojrzewa do zmian, kiedy coś już oddolnie drgnie - to żadne debaty tego nie powstrzymają.

Coś się zmienia, nie wiem jeszcze, czy na dobre czy na złe. Chcę wierzyć, że na dobre - jeszcze 100 lat temu w Polsce kobiety nie miały praw wyborczych. Pewien postęp już jest, czyż nie?




czwartek, 12 grudnia 2013

Zakupowe rozdrażnienie


Kiedyś lubiłam włóczyć się po sklepach, szczególnie w grudniu, gdy wszechobecne lampki, migoczące dekoracje czy kiczowate, amerykańskie piosenki tworzyły jedyny w swoim rodzaju nastrój oczekiwania. W tym roku spróbowałam tylko raz i błyskawicznie doszłam do wniosku, że z resztą prezentów uporam się w inny sposób. Zaoszczędzony czas mogę spożytkować w inny, przyjemniejszy sposób.

Rozumiem prawa rządzące handlem, coś tam wiem o strategiach marketingowych, ale jeszcze chyba nigdy tak mnie to nie drażniło: nachalność reklam przekonujących na sto sposobów, by kupić zupełnie niepotrzebne rzeczy. Z każdej strony - ekspozycje, prezentacje, kolekcje (najnowsze, najmodniejsze, aż wreszcie: SALES!) oraz... otępiałe tłumy. 

Tak, tak, muszę to mieć, ubiegłoroczne się już nie nadaje, muszę kupić nowe, więcej pracować, to więcej kupię. Bo inni już mają. Bo trzeba... Ciągle nowe, ciągle więcej, jak na jakiejś szalonej karuzeli. 

Nie, ja odmawiam udziału w tym cyrku. 

Czy gdybyśmy wszyscy nie zrezygnowali choć trochę z tej pogoni na "nowym, lepszym", dłużej cieszyli się starym, nie odzyskalibyśmy choć części doby? Mniej wydatków, mniejsze potrzeby finansowe, mniej pracy, więcej czasu - dla siebie i bliskich... Nie da się jakoś tego odwrócić, tej nieprzytomnej i bezmyślnej konsumpcji? Jeszcze niedawno wyglądało to inaczej.

Ugh..."Postęp cywilizacyjny."


poniedziałek, 9 grudnia 2013

.


Życie nie jest sprawiedliwe, nikt nie obiecywał, że takie będzie. Nie jest. Nie ma sensu pytać, dlaczego. Bezradność przytłacza :/ Powinnam pogodzić się z rzeczywistością, ale to i tak strasznie boli.

Chciałabym schować się gdzieś, uciec daleko... Wyłączyć się i choć przez chwilę przestać istnieć :/

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...