Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 marca 2017

Post trochę spóźniony.


Miało być na Dzień Kobiet. Parę kwiatków (nie goździki), parę życzeń. Jak zwykle zabrakło czasu. Kwiatki trochę się już zestarzały (zdjęcia mają ponad tydzień - dziś już jest odrobinę bardziej kolorowo), całe szczęście nie zeschły, a życzenia...

wtorek, 7 czerwca 2016

"Zakazane ciało. Historia męskiej obsesji" Diane Ducret


Tematy poruszone w "Zakazanym ciele" Diane Ducret nie będą odkryciem dla kogoś, kto interesuje się rolą i pozycją kobiet w społeczeństwie. Komuś, kto uważa, że feministki przesadzają i nie ma potrzeby roztrząsać nieistniejących problemów, książka może wydać się tendencyjna i wyolbrzymiająca fakty. Autorka przekopała się przez różne zapiski historyczne wyciągając z nich fakty - niektóre szokujące - dotyczące stosunku mężczyzn do kobiecego ciała. Od kwestii anatomicznych poczynając, poprzez zdrowie i seksualność, aż po prawa oraz wolności.

wtorek, 15 grudnia 2015

Krystyna Kofta "Suki"


Dosadna, bezpośrednia. Książka napisana przez kobietę o kobietach - o tym, że każda jest na swój sposób "suką" w oczach innych, że każda musi znaleźć swój sposób na uporanie się z życiem, że prawda pod pomalowaną starannie maską może wyglądać zupełnie inaczej. O wszystkich tych kobiecych bolączkach i problemach, o których czasem trudno porozmawiać nawet z przyjaciółką. 

To książka, w której fabuła i mężczyźni stanowią tylko tło opowieści o kobietach.

czwartek, 30 lipca 2015

Dobre rady :/


Jackson Katz, amerykański działacz ruchu mężczyzn przeciw przemocy wobec kobiet, opisał w swojej najsłynniejszej książce "Paradoks macho" proste ćwiczenie, które zaproponował słuchaczom i słuchaczkom swoich wykładów. Podzielił tablicę na dwie kolumny i narysował nad jedną z nich symbol oznaczający mężczyznę, nad drugą symbol oznaczający kobietę. Następnie spytał mężczyzn: "Jakie kroki wy, faceci, czynicie codziennie, żeby ochronić się przed przemocą seksualną?". Odpowiedzią była konsternacja i żarty typu "Nie daję się zamknąć w więzieniu".

Kiedy Katz to samo pytanie zadał siedzącym na sali kobietom, podniósł się las rąk. 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Zawsze tak będzie?


Lubię dyskutować i  zwykle traktuję to jako mentalne wyzwanie - okazję do zmierzenia się z kimś na argumenty (dlatego najciekawsze dyskusje są z ludźmi, którzy mają odmienne poglądy/doświadczenia).

Czasem jednak bywam paskudna. Czasem psuję ludziom nastroje i kiedy ktoś mnie zirytuje paplaniem o kolejnym programie tv typu "Jak to przyjemnie być pięknym i bogatym", rewanżuję się wyznaniem, że ja znów trafiłam na zdjęcia ofiar wojny w Syrii albo czytałam reportaż o wykorzystywanych kobietach z Mali czy Burkina Faso. Czasem udaje mi się wciągnąć kogoś w dyskusję.

poniedziałek, 25 maja 2015

Być kobietą, być kobietą...


O "aferze" pt. Cannes a sprawa szpilek słyszeli już chyba wszyscy. Donosiły o tym stacje radiowe, zapewne również telewizja (nie wiem, nie oglądam), rozpisują się gazety oraz internet. Bo standardy stroju wieczorowego to jedno, ale oczekiwanie, że ktoś będzie balansował na wysokich obcasach, kiedy źle się w nich czuje lub wręcz nie może sobie na to pozwolić ze względu na zdrowie, to zupełnie inna sprawa. Cieszy mnie, że takie sprawy wywołują głośne protesty i chciałabym, żeby to był sygnał pozytywnych zmian. Takich jak ta o rezygnacji z pokazów bikini na wyborach Miss Universum. Chętnie zadeklarowałabym swój bojkot, ale ponieważ i tak nie oglądam nigdy relacji z czerwonego dywanu, niewiele by to znaczyło.

poniedziałek, 30 marca 2015

Smutne


Czytałam artykuł, a właściwie materiał dot. badań o II wojnie światowej i gwałtach dokonanych na Niemkach przez amerykańskich żołnierzy.

piątek, 9 stycznia 2015

Dobre głosy

 

Czasem z natłoku informacji udaje się wyłowić te dobre. Na przykład takie inicjatywy, jak "Głosy Przeciw Przemocy" - to przywraca wiarę w ludzi :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Alfa, beta czy... kto?


Kilka miesięcy temu trafiłam na ciekawą dyskusję o ulubionym typie bohatera romansów. Nie udało mi się napisać o tym od razu, tak to bywa, dopiero teraz się zebrałam.

sobota, 15 listopada 2014

Sprawy, o których należy mówić głośno.


Niedawno w mediach powróciła sprawa oskarżenia wobec pewnego znanego polskiego reżysera o gwałt na nieletniej. Być może trudno wyjaśniać wątpliwości sprzed przeszło trzydziestu lat, lecz niektóre kwestie są bezsporne - takie, jak wiek tamtej dziewczynki.

czwartek, 25 września 2014

Kobiety kobietom, czyli dlaczego nie możemy ratyfikować pewnej konwencji :/


Polska ciągle jeszcze nie może ratyfikować Konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Projekt stosownej ustawy został odesłany do pracy w komisjach. Dlaczego?

piątek, 25 lipca 2014

Na pokaz.


Kilka dni temu do tramwaju, którym jechałam, wsiadła kobieta ubrana w luzacki, letni strój: jasna szeroka bokserka, odsłaniająca sporą część koronkowego (zdecydowanie bieliźnianego), intensywnie różowego stanika, króciutkie szorty. Kobieta wyglądała na jakieś czterdzieści lat, mniej więcej, atrakcyjna i szczupła - całkiem nieźle się prezentowała. Oczywiście, bardzo zainteresowane spojrzenia wszystkich mężczyzn w wagonie momentalnie powędrowały w jej stronę. Gapili się na nią również chłopcy, którzy mogliby być jej synami.

Nic nadzwyczajnego, prawda?

A mimo to w jednej chwili poczułam się wyjątkowo niekomfortowo. Nie uważam, by strój tej pani był wyzywający czy niestosowny do wieku/sytuacji, wiem też, że mężczyźni mając ku temu okazję po prostu będą się gapić. Cała ta scena jednak wydawała mi się nieprzyjemna - kobiece ciało wystawione na pokaz, niemalże jak towar. Gapić się, dotknąć, sięgnąć po to... 

Jest gdzieś granica między podziwianiem pięknego ciała a sprowadzaniem go do roli towaru, czegoś, co można zdobyć. Nie wiem, kto przekracza tę granicę - kobiety odsłaniające zbyt wiele czy mężczyźni wykorzystujący nadarzające się okazje. Łatwo byłoby powiedzieć, że gdyby kobiety się tak nie wystawiały na widok publiczny, mężczyźni nie mieliby się na co gapić, ale coś we mnie buntuje się przeciwko obciążaniu całą odpowiedzialnością kobiet. Takie myślenie przyniosło już w przeszłości wystarczająco wiele złego. Mimo to źle się czuję, kiedy widzę takie sytuacje, źle się czuję, gdy sama spotykam się z zaczepkami pod moim adresem. Wkurzają mnie reklamy, w których nagie damskie pośladki reklamują warsztat rowerowy czy producenta zamków.

Tylko co można z tym zrobić? Szczególnie w tych czasach, gdy - jak się wydaje - wszystko jest na sprzedaż, a tzw. kultura popularna gloryfikuje postawę życiową pt. "ja i moje potrzeby są najważniejsze"?



poniedziałek, 14 lipca 2014

Bez ogródek


W ostatnich "Wysokich Obcasach" pojawił się na artykuł/reportaż o serwisie randkowym dla osób pozostających w związkach. Niby nic nowego - zdrada jest chyba tak stara jak sama ludzkość. Nie znam szczegółowych badań w tym zakresie, lecz podejrzewam, że popularność "skoków w bok" w poszczególnych epokach wahała się, ale nie szczególnie drastycznie.

Dziś jednak, w dobie łatwego dostępu do informacji i odchodzenia od tradycyjnych wartości - słyszy się, czyta się o tym więcej. Ludzie korzystający z anonimowości Internetu - chętniej o tym opowiadają.

"Mam rodzinę, dwóch synów i żonę, która może nie jest demonem seksu, ale jest wspaniałą matką i wierną żoną, więc nie chciałbym tego zmieniać. (...) Pytasz o wyrzuty sumienia? No co ty."

"Na milczeniu, pomijaniu niektórych spraw, zbudowany jest niejeden związek. Czy to dotyczy finansów, czy łóżka - jaka to różnica? (...) Że ranię żonę? Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal."

"- Niektórzy są tu dla namiętności, wspólnych wyjazdów, a niektórzy dla półgodzinnego bzyku raz na dwa tygodnie. Jak idziesz na miasto, to czeka cię zgadywanie: czy tylko ty chcesz iść do łóżka, czy kobieta też. A tu nie ma tego problemu. Wszystko jest jasne i czytelne. (...)
Mówi, że przez całe dzieciństwo był wychowywany na grzecznego, to teraz chce być niegrzeczny. Ma rodzinkę (żona, córka) i dobrze się w niej czuje."


Po lekturze wspomnianego artykułu czułam się... zszokowana? Nie, raczej nie. Aż tak naiwna nie jestem. Raczej zniesmaczona. Porządnie zdegustowana. Ktoś może się zastanawiać, nad nowym, otwartym modelem związku, dla mnie to jednak pytanie o szacunek dla drugiego człowieka.


piątek, 14 lutego 2014

"Nazywam się milion"


14 lutego ma miejsce kolejna odsłona ogólnoświatowej kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet. W całej Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, ludzie zbierają się, by tańcząc do piosenki "Break The Chain". Jeśli ktoś ma czas i ochotę dołączyć - tutaj lista miast.

NAZYWAM SIĘ MILIARD
ONE BILLION RISING

POWSTAŃ | PRZEMÓW | TAŃCZ
PRZECIWKO PRZEMOCY WOBEC DZIEWCZĄT I KOBIET 14 LUTEGO 2014



"Z badań wynika, że w skali światowej dziewczęta między 15. a 19. rokiem życia stanowią 50 proc. ofiar przemocy seksualnej. Ze statystyk policyjnych wynika, że dziewczęta i kobiety to grupa najbardziej narażona na przemoc, w tym przemoc seksualną. Już kilkuletni, 4-5-letni, chłopcy doskonale wiedzą, że to co dziewczyńskie jest gorsze. I... dziewczynki też to wiedzą. Jeśli nie spróbujemy tego zmienić, to wciąż i wciąż, tysiące dziewczynek będzie niepotrzebnie tracić energię, by latami udowadniać sobie i innym, że nie są gorsze."


 Więcej o akcji - TUTAJ.






"W Polsce oficjalnie odnotowuje się jedynie około 8% tego typu przestępstw. Pozostałe 90% to „ciemna liczba”, dane dostępne po przeprowadzeniu badań wiktymizacyjnych. Jak pisze
w tekście Przemoc wobec kobiet Joanna Piotrowska, „w sytuacji przemocy, a zwłaszcza przemocy seksualnej tzw. ciemna liczba ofiar jest ogromna. Według kanadyjskich badań szacuje się, że liczba gwałtów jest dziesięciokrotnie wyższa niż to, co przedstawiają policyjne czy sądowe statystyki”.
Z badań przeprowadzonych przez Beatę Gruszczyńską w roku 2004 wynika, że przemocy (fizycznej i seksualnej) doświadcza w Polsce 800 tys. kobiet, zaś 150 ginie rocznie w  wyniku tzw. nieporozumień domowych.
Z kolei według badań Zbigniewa Izdebskiego przeprowadzonych dla OBOP w roku 2005, aż 30% badanych kobiet doznało którejś z form przemocy seksualnej (dotykowej i/lub bezdotykowej), z czego 10% zostało zgwałconych. Ogółem 3% kobiet mających doświadczenia seksualne, zostało zgwałconych. Tylko od 5% do 10% badanych kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej powiadomiło kogoś o tym zdarzeniu, z czego tylko 40% zostało zgłoszonych na policję."


"Ciemne zaułki, alejki w parku czy toalety w barach i restauracjach. Nawet mieszkanie kogoś, kto dotychczas wydawał się być kolegą lub nawet przyjacielem. Kobiety padają ofiarami gwałtów w najrozmaitszych miejscach. Niezmienne jest tylko jedno – poczucie „rozpadania się na kawałki”, kiedy wszystko się skończy. Wstyd, strach, społeczny ostracyzm, a często również próby samobójcze.

Skrzywdzone kobiety opowiadają, że długimi godzinami – niekiedy dniami lub nawet tygodniami - zastanawiają się, czy komuś o tym opowiedzieć. Czują się podle, ale jeszcze gorsze jest to, że czują się winne. Winne tego, że zostały zaatakowane, pobite, wykorzystane seksualnie. Bo tak funkcjonuje polskie społeczeństwo i polska patriarchalna kultura. Zgwałcona kobieta zamiast pomocy i współczucia słyszy pytania o to, czy nie prowokowała sprawcy np. makijażem albo czy... nie chce w ten sposób znaleźć męża. A wyroki dla oprawców najczęściej są po prostu śmieszne."


"Choć jest to jeden z czynów najbardziej brutalnych i obrzydliwych, to wciąż jest tematem tabu. Dla większości z nas jest zbrodnią nie do pomyślenia, więc większość z nas woli lepiej o tym nie myśleć" - pisze o gwałcie brytyjski polityk i publicysta Ben Acheson. Brytyjczyk tłumaczy jednak, że takie myślenie niczego nie zmieni. A zmienić musi, ponieważ na Wyspach Brytyjskich co roku rośnie liczba ofiar gwałtów. W ubiegłym roku tylko w Anglii i Walii zgwałconych zostało aż 85 tys. kobiet. Kolejne 40 tys. zmierzyło się z innego rodzaju napaścią na tle seksualnym.

Acheson ubolewa, że średnio zaledwie nieco ponad trzy procent zgwałconych Brytyjek może liczyć na to, że ich oprawca stanie przed sądem i spotka go zasłużona kara. Na 15 670 zgłoszeń, zaledwie 1070 gwałcicieli zostało skazanych. Rośnie jednak nie tylko liczba gwałtów. Stale wzrasta także odsetek tych, którzy twierdzą, że ofiary gwałtu często są same sobie winne. Według badań Amnesty International, aż połowa Brytyjczyków ocenia bowiem, że kobieta jest współwinna, gdy w trakcie gwałtu była pijana. 46 procent ocenia tak samo flirt z gwałcicielem, a 30 procent rozgrzesza niejako gwałciciela za zbyt seksowny strój jego ofiary.

Grubo myli się jednak ten, kto czytając te dane sądzi, że w Polsce nie jest tak źle, jak w Wielkiej Brytanii. Tam przynajmniej kogokolwiek statystyki gwałtów jeszcze bulwersują. Nad Wisłą opis gwałtu w świadomości społecznej, który przytoczył Ben Achson pasuje jeszcze lepiej – to temat tabu, o którym lepiej nie myśleć, być może wtedy zniknie. 

Im bardziej gwałt będzie tematem tabu, tym więcej kobiet padnie ofiarami gwałcicieli.

 
 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Co było przed "dżender"?


W "Polityce" 2/2014 ("O dzieciach dla dorosłych" Joanny Podgórskiej) w końcu trafiłam na wyjaśnienie, w jaki sposób powiązano "dżender" i sukienki. Zdumiewające, jaką awanturę można zrobić wokół takiej sytuacji:

Chodzi o program "Równościowe przedszkole": "Jedyny fragment programu, który mówi o przebieraniu, to gra, podczas której przygotowuje się pudło ze strojami, troje dzieci wychodzi z panią, decydują, czy wracają jako chłopcy czy jako dziewczynki, przebierają się i gdy wrócą, pozostałe dzieci zgadują, kim są. - Potem dyskutujemy, dlaczego dziewczynkom wypada nosić spodnie, a chłopcom nie wypada spódniczek. Oglądamy zdjęcia strojów z innych kultur i epok. Nikt nikogo nie zmusza."

Ok, jeśli komuś program się nie podoba, można go zmienić lub niektóre fragmenty pominąć. Ale zarzuty o demoralizację dzieciaków i ciskanie gromów na studia gender, które z tym konkretnym programem (wprowadzonym przez Fundację Edukacji Przedszkolnej i realizującym wytyczne UE) związane nie są?? To już zwyczajne zaślepienie albo dowód złej woli.

Warto przeczytać cały materiał:

"Przełamywanie stereotypowych ról społecznych wzbudza kontrowersje głównie w przypadku chłopców. Normą jest perspektywa męska. "Chłopięce" zachowania dziewczynek łatwiej akceptować, ale chłopców to, co "dziewczyńskie", upokarza i degraduje. - Te reakcje pokazują głęboki lęk przed wojną płci, która ma prowadzić do równouprawnienia - twierdzi Alicja Długołęcka. - A ponieważ trudno dziś otwarcie mówić, że jest się zwolennikiem dyskryminacji kobiet, próbuje się całą rzecz trywializować i wybór ról płciowych sprowadzać do transseksualizmu i zmiany płci biologicznej. 

(...)

Prowadząc zajęcia we wsiach i małych miasteczkach ani razu nie spotkała się z protestami rodziców, którzy poznają program wcześniej i go akceptują. Dla rodziców odpowiedzi na pytania: "czy chcesz, żeby twoja córka ścierała stoliki po posiłku, podczas gdy chłopcy siedzą i rozmawiają?" albo "czy chcesz, żeby twój syn był wyśmiewany, gdy to on ściera stolik?" - są oczywiste. Dopiero gdy proboszcz się dowie, zaczyna się problem i zajęcia trzeba prowadzić trochę w konspiracji."

PS. 1 Projekty finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego muszą zawierać elementy związane z tzw. gender mainstreaming. W ciągu ostatnich lat organizacje katolickie uzyskały z tego funduszu ponad 60 mln złotych - jestem ciekawa, jakiego rodzaju były to projekty i jak realizowały owe gender mainstreaming.

PS. 2 W programie "Równościowe przedszkole" nie ma elementów edukacji seksualnej, jedynie profilaktyka przeciwko przemocy seksualnej, co może pomóc zapobiegać przypadkom pedofilii. Czy to również jest szkodliwe???

PS. 3 Kto jeszcze pamięta, w jakich okolicznościach parę miesięcy temu pojawiło się hasło "gender"?? Co było głównym tematem omawianym w prasie i na ulicy? Pozwolę sobie przypomnieć - kolejne ujawnione przypadki pedofilii wśród księży. Najpierw usłyszeliśmy, że winne temu są same dzieci, które wciskają się do łóżka bezbronnym dorosłym, a potem - że winę ponoszą jednak feministki (ach, te okropne i nieuległe feministki) oraz "ideologia gender" (a że nikt nie wiedział, o co w tym chodzić, zrzucić winę było łatwo). Szkoda tylko, że tak łatwo zapomniano o pokrzywdzonych dzieciach...


czwartek, 23 stycznia 2014

(Nie)ulubieni bohaterowie...


Przyznaję, lubię tzw. literaturę kobiecą (to pojęcie ma szersze znaczenie i brzmi lepiej niż po prostu "romanse"). Zazwyczaj zapewnia komfort, iż na ostatnich stronach bohaterów nie czeka jakaś straszliwa tragedia, że inaczej niż w życiu można liczyć na szczęśliwe zakończenie. Choć... W ramach tego gatunku wybieram historie rozgrywające się w realiach innych niż nasza rzeczywistość - najlepiej z elementami paranormalnymi lub historyczne - i zapewne to ma jakiś wpływ na moje dalsze rozważania.

Zastanawiałam się nad charakterami bohaterów książek, jakie ostatnio przechodzą mi przez ręce. Lubię myśleć o sobie jako o kobiecie świadomej siebie, idącej z duchem czasu, ale... po tej analizie trochę w to zwątpiłam ;)

Bo co my tu mamy?

1) szara, przeciętna kobieta, której dopiero mężczyzna otwiera oczy na to, jak można żyć? (a jeszcze lepiej: "wyzwala jej głęboko skrywaną namiętną naturę" - och, już mam dreszcze),

2) bohaterka, której "wydawało się", że jest niezależna (a nawet z początku wykazuje się pewnym hartem ducha, zdrowym uporem), lecz w końcu i tak rozpływa się uległa i zadowolona w ramionach dominującego mężczyzny (ewentualnie - pod nim), a on z tym wszystko wiedzącym uśmiechem pobłażliwie czasem pozwoli jej poczuć trochę wolności,

(staram się ograniczać długość postów, więc pozostańmy przy tych dwóch, uogólnionych przykładach)

O całym tym cyrku wokół dziewictwa tudzież kobiecej "niewierności" (=różni partnerzy) nie wspominając... Bo prawdziwy mężczyzna to wiadomo - tylko ten, który ma już bogate doświadczenie. I niezależnie od tego, co sam robi/robił, jako 100% samiec ma prawo wybuchać świętym oburzeniem albo urządzać sceny zazdrości (nawet w książkach rozgrywających się współcześnie - w inny sposób, ale opowiedziane jest to samo).

Kopciuszek, Ośla Skórka i co my tam jeszcze mamy... Schemat mocno wyrył się w głowie i nawet jeśli świadomie wiem, że to bajki, to podświadomie... Gdzieś tam jest ta tęsknota za wyidealizowanym światem? Piękna, wrażliwa kobieta, którą ktoś powinien się zaopiekować?

Hola, zbuntowana i feministyczna część mojej duszy protestuje :) Bo gdy się zastanowię - to dla mnie taki akurat świat wcale wyidealizowany nie jest. Nie chcę być delikatnym Kopciuszkiem ani czekać na księcia z bajki, to nie jestem ja!

Co o mnie świadczy, że mimo to dobrze się bawię przy tych książkach (jakich bohaterów sama kreuję?)? Że pociągają mnie fantazje o tych facetach, którzy w gruncie rzeczy są aroganckimi dupkami? (hah, czasem się "nawracają" i może na to czekamy...) Za dużo myślę, co? ;)

Może jednak Machiavelli miał rację :/
Na drugim biegunie pojawiają się (stopniowo... coraz liczniej...) bohaterki, które twierdzą, że mężczyźni im do szczęścia potrzebni nie są (ta opcja wydaje się popularna w wielu powieściach paranormalnych czy urban fantasy - szczególnie, gdy bohaterka jest współczesną wojowniczką, twardą, zimną babką z jajami). Nie jestem pewna, co o tym sądzę (nie o jakości literatury, tylko o podejściu do życia).

Raz po raz wracam do planów, by napisać bajki dla "nowoczesnych" dziewczynek, zaglądam do notatek, w których wciąż pusto - bo przygody prosto jest wymyślać, trudniej zaproponować nowy model, pomysł na życie - jak uciec od starych schematów i opowiedzieć dzieciom o tej wizji równości, wzajemnym szacunku... Czego sama bym chciała? Co dla mnie jest ważne?

Hmm... Tyle na temat samoświadomości. Muszę jeszcze pomyśleć.




wtorek, 21 stycznia 2014

Co ma gender do odśnieżania ulic :)


W "Wysokich Obcasach" z 28 grudnia 2013 r. ukazała się ciekawa rozmowa z Barbarą Limanowską na temat gender, a właściwie jego wydania "praktycznego" w wykonaniu Unii Europejskiej, czyli gender mainstreaming. Polecam (mogę podzielić się skanami), daje do myślenia ;) Poniżej kilka fragmentów.


Sama prawda. Mam jeden z tych orlików w pobliżu, w ciągu dnia nigdy nie stoi pusty. Czasem dziewczyny gdzieś się tam po kątach włóczą, ale jeszcze nie widziałam, żeby to one zajmowały boisko.





piątek, 13 grudnia 2013

Dlaczego "gender" jest złe?


Dyskusję o tym, jak wielkim złem jest "gender",  śledziłam od niechcenia. Bo co tu śledzić, jeżeli głos zabierają osoby, które nie potrafią sobie zadać tej odrobiny trudu i sprawdzić, o czym tak w ogóle mówią? "Gender to przebieranie mężczyzn w kobiece ciuszki".

Taaaak...

Mimo wszystko jednak, w którymś momencie poczułam rozdrażnienie. W debacie publicznej raz po raz pojawiają się osoby... delikatnie mówiąc "nierozgarnięte", zazwyczaj jednak większość stara się używać rozsądnych (lub stwarzających takie pozory) argumentów.

Nawet, jeśli się z kimś nie zgadzam, staram się zrozumieć stanowisko strony przeciwnej, szczególnie, jeśli temat z jakiegoś powodu mnie interesuje. W przypadku "kłótni" o gender - nijak nie potrafię zrozumieć tego ładunku agresji, ślepej złości. 

A co w tym chodzi???

Co komuś przeszkadzają studia (prowadzone na całym świecie zresztą) nad społeczno-kulturową tożsamością płci? To nie jest nawet ideologia, tylko badania naukowe, dyskusje... Jak dotąd nie usłyszałam żadnego racjonalnego argumentu, co może być w nich niewłaściwego, pozostaje mi zatem uwierzyć w teorię spiskową. Głosi ona, że przeciwnikami gender są panowie, którzy nie potrafią pogodzić się z upadkiem patriarchatu, z równouprawnieniem kobiet, etc. Zdominowane przez mężczyzn tradycyjnie konserwatywne środowiska, z Kościołem Katolickim na czele, zawsze starały się kontrolować kobiety - ich wolność, prawa czy ściśle z tym związaną seksualność. 

Ta "teoria" przekonująco wyjaśnia również, dlaczego KK tak przeciwstawia się chociażby antykoncepcji - dajcie kobietom wolność decydowania o swoim ciele, a przestaną być zależne od mężczyzn. Albo - dlaczego przedstawiciele niektórych środowisk prawicowych upierali się, że Polska nie powinna podpisywać konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej? Pomyślałby kto, że Kościół jest powołany do ochrony słabszych, ale:

Według Episkopatu, konwencja zbudowana jest na "ideologicznych i nieprawdziwych założeniach", a także "zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy". (źródło, fragment może odrobinę wyrwany z kontekstu, ale bardzo mnie rozdrażnił)

Jeśli dominacja mężczyzny nad kobietą jest dorobkiem cywilizacyjnym, to ja się z tej cywilizacji wypisuję.

Nigdy nie lubiłam teorii spiskowych, ale z braku innego wyjaśnienia... Ech, wolałabym, żeby w XXI wieku uczestnicy debaty publicznej mieli więcej szacunku dla inteligencji słuchaczy.

Odbiegam jednak od tematu...


Na ciekawy głos, po części pasujący do teorii, jaką przedstawiłam powyżej, trafiłam w wywiadzie z dr Mirosławem Tryczykiem ("Nachodzą wilki", Magazyn Świąteczny Gazety Wyborczej z 7-8 grudnia br., tutaj niestety tylko fragment). Sam wywiad dotyczył innej kwestii, "wyklętych", ale poruszono w nim również interesujący mnie temat:

 - "Wyklęci" są rewolucjonistami, którzy dojrzewają do rewolucji, czyli do próby zmiany rzeczywistości politycznej, społecznej. Czy to we Wrocławiu, czy w Białymstoku niejednokrotnie mówili mi, że mają dość, że nie chcą się dłużej godzić na bycie oszukiwanymi. To oni chodzą w marszach.

- Kim są konkretnie?

- To roczniki 1980-90, nie tylko z małych miasteczek, ale również "młodzi wykształceni z wielkich miast". (...) Myśmy dorastali na przykład w micie sukcesu. Inwestuj w siebie, ucz się języków, praktykuj, rozwijaj się, bo masz zagwarantowany równy dostęp do wolności i do sukcesu. Mit równych szans był dominującą narracją lat 90. Wielu z nas starało się go realizować, by potem zdać sobie sprawę, że większość z nas na sukces nie ma szans. Dlatego próbujemy osiągnąć go metodami pozasystemowymi i stajemy się rebeliantami.

- Kobiety w tym gronie są?

- Niewiele. Sądzę, że jednym z powodów frustracji pokolenia "wyklętych" jest kryzys męskości. Mężczyźni są sfrustrowani, bo tracą swoją dotychczas uprzywilejowaną pozycję społeczną, a nikt, kto traci władzę, nie jest szczęśliwy. Nasza tradycyjna męskość, oparta na schematach wojownika zdobywcy, kształtowana przez tysiące lat patriarchalnej kultury, jest dziś zewsząd krytykowana. Tradycyjna rola w rodzinie jako ojców - również. Mężczyźni nie nadążają z dostosowywaniem swoich tożsamości do zmieniających się gwałtownie narracji społecznych. Dlatego też wcielają się w role "wojowniczych kiboli", by odreagować zagubienie, albo ustami księży, którzy też są przecież mężczyznami, zwalczają wszelki gender i lewactwo, zachowują się homofobicznie.
"Wyklętym" marzy się powrót do patriarchalnego społeczeństwa.



Dyskusja będzie się pewnie przez jakiś czas jeszcze toczyć, na wyższym lub niższym poziomie, ale nie sądzę, by miała znaczący wpływ na rzeczywistość. Historia uczy, że kiedy społeczeństwo dojrzewa do zmian, kiedy coś już oddolnie drgnie - to żadne debaty tego nie powstrzymają.

Coś się zmienia, nie wiem jeszcze, czy na dobre czy na złe. Chcę wierzyć, że na dobre - jeszcze 100 lat temu w Polsce kobiety nie miały praw wyborczych. Pewien postęp już jest, czyż nie?




piątek, 2 sierpnia 2013

Czerwień i szpilki.


Miałam dziś na sobie czerwoną sukienkę, całkiem grzeczną - sięgającą kolan i dość zabudowaną u góry - oraz jasne sandałki. Dobra, sukienka była w jaskrawym krwistym kolorze, a buty były dość wysokimi szpilkami.

Mimo wszystko nie wydaje mi się...

Ha, znów się przekonałam, że mężczyźni zachowują się całkiem zabawnie :) Ja również lubię czasem sobie popatrzeć na taki czy inny apetyczny kawałek, zdarza się więc, iż przechodząc obok boiska do siatkówki plażowej specjalnie zwalniam kroku. Ale nie przypominam sobie, bym się przy tym potykała, wpadała na słupy czy jąkała. I przynajmniej staram się nie zostać przyłapana na tym zerkaniu, a już na pewno nie wykręcam szyi, kiedy (czasem, z rzadka) prowadzę samochód.

To zdecydowanie było zabawne ;) Zapewne mężczyźni mają własne obserwacje na temat śmiesznych zachowań kobiet, tak to się chyba od wieków kręci :)






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...