sobota, 25 maja 2013

Rozmyślania i HOO...


Niedzielne popołudnie już tradycyjnie przeznaczam na prasowanie. Nie, żebym bardzo lubiła tą czynność - przez cały tydzień uzbiera się całkiem spora sterta - pilnuję jednak tego rytuału. To dla mnie doskonały pretekst, aby przegonić chłopaków z pokoju (a najlepiej i z domu) i spędzić choć trochę czasu sama ze sobą. Kiedyś do prasowania włączałam filmy czy seriale, ale ponieważ od dawna już nie trafiłam na żaden interesujący (nawet "Gra o tron", której fabuła teoretycznie ma wszystko, co mi się podoba, nie przyciąga już mojej uwagi), pozostają mi książki. Nie papierowe, gdyż ciężko je trzymać operując jednocześnie żelazkiem, lecz te w wersji elektronicznej.

I tu pojawiają się problemy dwojakiego rodzaju - albo książka, pomimo intrygującej zapowiedzi, już po kilkunastu stronach okazuje się tendencyjna, albo wręcz przeciwnie, jest zbyt wciągająca i nie potrafię jej zamknąć kończąc prasowanie, tylko czytam dłuuugo w noc. A wtedy poniedziałek jest cięższy niż zwykle. 

Ostatnio zresztą ciężko mi znaleźć coś ciekawego, czuję serdeczny przesyt tą "lżejszą" literaturą, brakuje mi za to spokoju i ciszy, by móc skupić się na czymś bardziej złożonym :/ Buuu, ciężko dogodzić samej sobie.



Pisałam już kilkakrotnie o książkach Nalini Singh, lecz ponieważ niecierpliwie czekam na jej najnowszą powieść (kombinując zarazem, jak najszybciej skombinować papierowe wydanie), wracam z tematem. 

Korzystając z pobytu u rodziców (=więcej wolnego czasu), przejrzałam fora internetowe w poszukiwaniu opinii i spekulacji. 

Tak, jak już wiele osób się domyślało, bohaterem "Heart of Obsidian" będzie Kaleb Krychek. Pozostaje pytanie, kim okaże się kobieta, której szukał, a także czy to on jest Duchem. To jedna z rzeczy, którą najbardziej podziwiam u tej autorki - można czepiać się, że jej bohaterowie jednako są niewyobrażalnie piękni oraz noszą w sobie większą czy mniejszą traumę, akcja rozwija się od trudności pozornie nie do pokonania, poprzez tarcia i utarczki po dramatyczny zwrot (najlepiej z zagrożeniem dla życia) i obowiązkowy HE - trzeba jednak przyznać, że stworzyła niesamowicie kompleksowy świat (właściwie dwa, jeśli pamiętać o Łowcy Gildii), niby podobny, ale tak inny od naszego, z własną historią, z odrębnymi prawami... 

Wracając do spekulacji o HoO... Najwięcej zwolenników ma teoria, że to właśnie Kaleb jest Duchem (po tylu tomach to nadal jest zagadką!!), ja również się do tego skłaniam, chociaż dziś zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie będzie to jego jakiś nieznany nam jeszcze brat. Hmm... Szukanie odpowiedzi w gąszczu sugestii (zarówno z książek, jak i niejasnych wypowiedzi autorki) to dobry sposób na oderwanie się od codzienności.Jeszcze przyjemniej jest włączyć się do dyskusji prowadzonej przez innych fanów.

Przy okazji trafiłam na sympatyczną recenzję książek pani Singh, napisaną przez mężczyznę (gościnna recenzja AJH na blogu Dear Author: tutaj). Nieźle się przy niej uśmiałam, pozwolę sobie zacytować:

"Angel’s Blood feels a lot like an attempt to see quite how far you can push the power dynamics in a relationship before it becomes completely untenable. Yes, Elena is a badass, but Raphael is off the scale. (...)

The actual sex is a little bit hard for me to parse. It’s pretty hot, don’t get me wrong, but as a male reader I’m plagued by a little voice at the back of my head that says “wow, I have been doing this seriously wrong for, like, a decade.” (...)

I’m also a bit disturbed by the sheer amount of control the heroes I’ve encountered so far have had over their penises. I mean, Raphael sort of gets a pass on account of being a quasi-omnipotent being of unbridled power and glory, but I’m not sure I’ve seen a hero yet who hasn’t been able to get inside his partner with one deft thrust. I get that this is kind of a genre convention but … is there some kind of school these guys go to?

Everything I learned about life and love from reading Angel’s Blood:if you’re having doubts about a prospective romantic partner shoot him. And aim for the wings. A thousand years is a perfectly acceptable age gap. You can hide a dagger in your hair if you know how. An angel’s cock serves a highly specific purpose."

Tak, nic dodać nic ująć :)

--- edit! ---

Na blogu Nalini ktoś wkleił link do skanu... z niemieckiego katalogu książek i z tego fragmentu jednoznacznie wynika, kim jest kobieta, której szukał Kaleb :) Zacieram ręce z radości, ależ się będzie działo!!!












O wyciągniętej ręce...


Dużo się o tym mówi, wszyscy wiedzą, jak to jest z lekarzami, a jednak nic się nie zmienia. Przybywa tylko sfrustrowanych, oszukanych ludzi, którzy nie otrzymali pomocy na czas albo zostali potraktowani lekceważąco, ich problemy zamiast zniknąć tylko się pogłębiły. 

Dlaczego studia medyczne są tak obleganym kierunkiem? Czy oni wszyscy tak bardzo pragną ratować ludzkie życia? Jak wielu z nich naprawdę przykłada się do wykonywania zawodu, pogłębia swoją wiedzę, traktuje pacjentów z szacunkiem, jako człowieka a nie numerek?

Och, po raz kolejny przywołuję ten temat, ale ostatnio jestem strasznie wkurzona. Bezczelność, żeby nie użyć bardziej dosadnych określeń, niektórych jednostek nie zna granic. Gdyby mi nie zależało tak bardzo na załatwieniu sprawy, gdybym miała zebrane dowody - rozważałabym zgłoszenie do prokuratury :/ Ha, gdyby to jeszcze miało jakieś szanse powodzenia :/ I w tym chyba jest największy problem...

Wiem, że wypowiadając generalne opinie o środowisku mogę kogoś niesprawiedliwie ocenić, ale takie mam niestety doświadczenia. I ze strony pacjenta i ze strony osoby, która ma dostęp do "zaplecza" tego interesu. To ostatnie jest nawet bardziej wkurzające. Mnie wiąże tajemnica zawodowa, ale informacji prasowych nie brakuje, jako chociażby tutaj.

Ech, żeby już się nie denerwować, pokażę, co w międzyczasie urosło mi w ogródku i na balkonie.























środa, 22 maja 2013

Rodos, cz. 11 - Monolithos


Ruiny zamku Joannitów w Monolithos były jedną z pierwszych rzeczy, jakie obiecałam sobie odwiedzić na tej wyspie. Co zrobić, mam ogromną słabość do tego rodzaju miejsc :) Z XV-wiecznego zamku, wybudowanego na samotnej skale, za wiele nie pozostało, kawałek murów i mała kaplica (wg przewodnika: "kaplica św. Pantelejmona i być może św. Jerzego), widoki za to były niesamowite :)

wtorek, 21 maja 2013

Recenzja: Heart Of Obsidian :)


Planowałam zająć się dziś zdjęciami, planowałam przenieść do wersji elektronicznej to, co sobie naszkicowałam w notesie do kolejnego rozdziału "Alpine II". Ale Nalini Singh udostępniła dwa pierwsze rozdziały HOO - i nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności :) A teraz zamiast skupić się na czymś pożytecznym, to rozmyślam, fantazjuję, próbuję odgadnąć... Bo tak, jak dobrze zgadłam tożsamość głównego bohatera, tak jego partnerka póki co pozostaje tajemnicą... Och, zapowiada się intrygująco :D

poniedziałek, 20 maja 2013

Rodos, cz. 10 - Zachodnim wybrzeżem...


Pusta, prosta droga, wypalone słońcem zbocza i dzikie plaże :)

Rodos, cz. 9 - Kattavia i Prasonisi


Zapraszam na wyprawę na południe wyspy i jej zachodnim wybrzeżem :)

sobota, 18 maja 2013

Rodos, cz. 8 - Park Rodini


W mieście Rodos, tuż za centrum trafiliśmy na magiczny zakątek - park Rodini. Po tłumach na spieczonej słońcem starówce tutaj spotkała nas przyjemna niespodzianka - orzeźwiający chłód, cień i cisza :) To miejsce nie jest popularną atrakcją turystyczną, z czego ja się bardzo cieszę. Po drodze spotkaliśmy dosłownie parę osób i to na samym tylko początku.

Rodos, cz. 7 - miasto Rodos (III)

I jeszcze parę migawek z miasta... Kolejne posty będą już bardziej "zielone" :)

Rodos, cz. 6 - miasto Rodos (II)


Ta "pozostała" część starego miasta, to obszar, w którym rezydowali kupcy, rzemieślnicy i... cała reszta. Barwna, krzykliwa mieszanka ludzi oraz towarów - tak jest tam do dziś. Niewysokie domki, średniowieczny układ ulic na "kratownicę", zapomniane zaułki, do których można uciec od gwaru - wszystko to tworzy niesamowity klimat. Może odrobinę męczący, ale też wbijający się w pamięć.

Rodos, cz. 5 - miasto Rodos (I)

Planując zwiedzanie wyspy od razu wiedziałam, że chcę zajrzeć do jej stolicy - o wyjątkowo oryginalnej nazwie - Rodos. Nie przepadam za miejskim gwarem, hałasem czy tłumami, więc wędrówka uliczkami starego miasta była nieco nużąca... Miało to jednak niezwykły klimat, magię, która sprawiała, że przestawałam zwracać uwagę na niewygody.

piątek, 17 maja 2013

400. post





Taki okrągły post  :)

Usiłuję skończyć obrabiać zdjęcia z Grecji, ale mam ich zdecydowanie za dużo (nie wszystkie nadają się do publikacji tutaj :D ). Gdzieś tam już na horyzoncie widzę koniec, chciałabym jednak od razu, póki wrażenia są jeszcze świeże, zrobić fotoksiążkę.

Wiosna tymczasem nie czeka, co dzień pokazuje coś nowego. Więc chodzę za nią z aparatem, nie potrafię się oprzeć pokusie tej świeżej zieleni, pastelowym odcieniom, światłu, przecie za chwilę już te kolory dojrzeją, zakurzą się... No i kolejna porcja zdjęć czeka. Dziś - krótki spacer przez las, z początku maja.




środa, 15 maja 2013

Głęboko w sercu...


Świadomość, że ktoś bliski już nieodwracalnie słabnie, jest przerażająca.

Może jeszcze rok, może dwa. Nie, nie można w ten sposób myśleć. Daj Boże tych lat jak najwięcej... Łatwo prosić, kiedy to nie mój dzień wypełniony jest bólem oraz gorzkimi myślami o tym, co już nie wróci, czego nie da się już zmienić. Ciało stopniowo odmawia współpracy i nie pomogą kolejne leki, nie sposób już chodzić, czytać, pozostaje jedynie bierne czekanie.

Znów zadzwonię, póki mogę. Posłucham o cierpieniu i smutku, ofiaruję od siebie nieco życia. Tylko że nie da się opowiedzieć na zapas o tym wszystkim, co się jeszcze nie wydarzyło. A boję się, iż czas się skończy, zanim będę na to gotowa...




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...