wtorek, 16 kwietnia 2013

Dramat w trzech aktach.


Odsłona pierwsza.

Piętnastoletnia dziewczyna zostaje zgwałcona przez czterech kolegów, w domu jednego z nich. Zachowała się ryzykownie? Nierozsądnie? Byli pod wpływem alkoholu? Czy istnieje jakakolwiek wymówka dla przemocy?

Znakomita większość kobiet jest słabsza od mężczyzn, nie ma szans wobec przewagi liczebnej. Tego rodzaju przemoc to koszmarne upokorzenie odbierające poczucie własnej wartości, to złamanie w człowieku czegoś fundamentalnego... Zbierając materiały do jednego z opowiadań czytałam wspomnienia, listy czy blogi pisane przez skrzywdzone dziewczyny. To pewnie tylko niewielki ułamek ich przeżyć, lecz wystarczająco wstrząsający.

Bohaterami tej historii są nastolatki... Kim będą za kilka, kilkanaście lat?


Odsłona druga.

Zdjęcia z tamtego zdarzenia sprawcy wrzucili do sieci. Dziewczyna z ofiary stała się nagle obiektem kpin i docinków, wytykana palcami jako "zdzira". 

Nie potrafię zrozumieć takiego bezmyślnego okrucieństwa, zwyczajnie brak mi słów, aby się do tego odnieść. Szczególnie, kiedy dokładają się do tego inne kobiety, a przecież mogło je spotkać to samo. Bez empatii, bez solidarności, bez szacunku dla drugiego człowieka - nic się nie zmieni.

Policja po pół roku umorzyła śledztwo, nie potrafiła niczego udowodnić. Dziewczyna walczyła dwa lata - o swoje życie, o równowagę, o spokój.

Kilka dni temu popełniła samobójstwo.


Odsłona trzecia.

Hakerzy zapowiedzieli, że ujawnią nazwiska gwałcicieli, skoro wymiar sprawiedliwości sobie nie poradził. To nie ci samo ludzie, którzy wcześniej prześladowali ową dziewczynę, lecz trudno nie zadać pytania - dlaczego tego rodzaju reakcje pojawiają się tak późno? Dlaczego nie mogła liczyć na wsparcie, zanim zdecydowała się na tak dramatyczny krok?

Poza tym - abstrahując od gniewu i frustracji, jakie w tym momencie czuję - mam świadomość, że prawdę o tamtym zdarzeniu zna jedynie pięć osób. Z których zresztą jedna już nie żyje. Jeśli nazwiska sprawców (lub - rzekomych sprawców) zostaną podane do publicznej wiadomości, może... może się zdarzyć, że dojdzie do samosądu na kimś niewinnym. 

Tak łatwo jest szczuć, tak trudno pomóc.

Kodeks Hammurabiego dla gwałciciela przewidywał karę śmierci (aczkolwiek tylko, gdy skrzywdził on mężatkę; (są tam też pewne niuanse związane z wchodzeniem bądź nie do domu - kobiety zawsze miały ciężej).

Artykuł, na który trafiłam, ale to niestety tylko jeden z wielu, wielu... Dlaczego te historie zdarzają się tak często?






poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Krokusiasto


Rozkwitły :) Te kolory, odmiana po długich miesiącach szarości, tak cieszą wzrok. Cieszy również, gdy z okna widzę, jak spacerujący przystają, by uśmiechnąć się do mojej kolorowej rabaty. Przyszła wiosna, ta wyczekana, spóźniona o miesiąc, teraz w pośpiechu nadrabia straty.

Zanotowałam sobie, by jesienią dokupić parę kilo cebulek :)










Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu prześladuje nas zły los. Nie zdążymy się uporać z jedną sprawą, a już spada kolejna, problemy nie pojawiają się pojedynczo :/ I nie wszystkiemu można zaradzić.

Staram się pamiętać, że ciągle jesteśmy razem, a dach nad głową jeszcze się nam nie zawalił, więc nie jest tak źle, jakby być mogło... Te myśli jednak nie zawsze pomagają, czasem chce się krzyczeć z frustracji, czasem boli za bardzo.








niedziela, 14 kwietnia 2013

O fotografii: Kwiaty na białym i na czarnym, cz. 2


Tym razem bardziej wiosenne kolory, a i słońce udało się złapać. I tak sobie myślę, że z czarnym tłem jakoś już sobie radzę, teraz muszę jeszcze z białym poćwiczyć. Udaje mi się komponować z bielą zwykłe przedmioty, tylko kwiaty jakoś tak... Wyzwanie, nauczę się i tego.









Za mną pracowita sobota, lecz tym razem obowiązki były z rodzaju tych przyjemnych - wyszorowałam balkon, na powrót ustawiliśmy ławkę. Trochę czasu spędziłam też w ogródku, tam zawsze znajdzie się coś do zrobienia - podsypać ziemią czy korą, zdjąć zimowe okrycia, przeplewić... O, wykarczowałam też trochę paprocie, przygotowałam miejsce tuż pod balkonem - jeszcze czas, by posadzić lilie, a ja wypatrzyłam takie b. wysokie, "drzewiaste".

Świeże powietrze, słońce, nawet przelotny deszcz, później takie przyjemne zmęczenie.

Gorzej było, gdy wróciłam do domu. Moi obaj panowie w tym czasie zajmowali się sobą i nikt mi nie powie, że mężczyźni nie potrafią być kreatywni, kiedy stawia się przed nimi zadanie typu "zrób obiad".





Na ten materiał trafiłam przypadkiem - o tym, jak zostało zniszczone Jezioro Aralskie.

Jedno z największych jezior świata, nazywane powszechnie morzem, dziś już praktycznie nie istnieje. Kto zawinił? Człowiek. Odgórne planowanie, głupota, chciwość, bezmyślność...

Smutne.





czwartek, 11 kwietnia 2013

O fotografii: Kwiaty na białym i na czarnym


Tym razem postanowiłam potraktować przeczytane rady/wskazówki jako zadanie domowe. Wydawało mi się proste - akurat kwiaty są moim ulubionym motywem, nie potrafię się im oprzeć. Najczęściej jednak fotografuję je w naturalnych warunkach, w plenerze i bez żadnych dodatkowych przygotowań, lecz to ćwiczenie polegało na umieszczeniu ich kolejno na białym oraz na czarnym tle.

Hmm...Zimą wybór kwiatów jest mniejszy, ale skoro idzie już wiosna.

Założenie wydawało się proste, w praktyce... Miałam kwiatka, miałam wolną chwilkę. Z braku porządnego tła wykorzystałam czarną bluzę i białą ściereczkę. I tu już pojawiła się pierwsza nauczka - powinnam się uważniej przyjrzeć oświetleniu, "biel" bowiem wyszła daleka od białego (to nie był zbyt słoneczny dzień). Nie łatwo też uzyskać bez dodatkowych zabiegów głęboką czerń. Każdy aparat cyfrowy ma tendencję, by przy ograniczonej liczbie kolorów rozpisać je po swojemu, trudno jest go oszukać. Biała kartka zrobi się na zdjęciu szara, jeśli nie będzie odpowiedniego punktu odniesienia. Będę więc miała pole do eksperymentów, w końcu powinno mi się udać. Mam nadzieję, że lepsza pogoda mi w tym pomoże ;)

A tak już na marginesie.. Chociaż dzięki tej zabawie z białym i czarnym można się sporo nauczyć, to i tak wolę naturalne, zielone tło oraz łagodny, letni poranek :)







Ughh... Jak ja nie znoszę lekarzy. Uogólnienia są niesprawiedliwe, jak to jednak jest, że częściej trafiam na takich nieudolnych niż naprawdę dobrych specjalistów? Dziś musiałam sięgnąć do najgłębszych zasobów opanowania, by nie powiedzieć starszej pani, co myślę o jej podejściu do sprawy. Ech, muszę w coś kopnąć :/

środa, 10 kwietnia 2013

Samo życie...


Wybraliśmy się wczoraj do ogródka, by wkopać kłącza dalii, lecz zatrzymałam Skrzata, kiedy zauważyłam starszego pana z aparatem. Robił zdjęcia małemu ślicznemu ptaszkowi, który akurat skubał coś przed wejściem do naszego ogródka. Taki zwinny, z zielonymi piórkami, mały klejnocik. Ptaszek chwilę jeszcze pozował, po czym czmychnął w swoją stronę, a pan podziękował, że zaczekaliśmy. Jakoś tak wdaliśmy się w pogawędkę o obiektywach, ogniskowych i łapaniu okazji na ładne ujęcia...

Nagle coś burego szmyrgnęło w krzakach po drugiej stronie płotu, następnie wyłonił się stamtąd wielki kocur, z jego pyszczka wystawał zielony ptaszek.

Samo życie.

Co innego wiedzieć czy oglądać w telewizji, co innego obserwować na żywo. Zdjęcia poniżej zrobiłam kilka lat temu w zoo, przed wybiegiem karakali. Akurat przymierzałam się, by je sfotografować, kiedy na wybieg zaleciał zbłąkany gość - to była chwila, kiedy kot zamachnął się łapą i przydusił ptaszka do ziemi, przez chwilę się nim bawił, po czym zaniósł go gdzieś w głąb wybiegu... To stworzonko było przerażone - nawet nie próbowało się wyrwać. Taki moment... brutalnej prawdy o życiu.



Śnieg się już (prawie) stopił, krokusy zakwitły (choć bez słońca nie rozchylają swoich kielichów), inne roślinki też już wygrzebują się spod ziemi. Już, już, prawie, jeszcze parę stopni cieplej prosiłabym :)






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...