piątek, 31 maja 2013

Czwartkowy spacer


Wolny dzień. Nie udało się nam wyjechać na cały długi weekend, powstało więc pytanie, jak wykorzystać ten czas. Można oczywiście zająć się czymś z długiej listy spraw czekających na swoją kolej... Tylko że wtedy trudno byłoby mówić o wypoczynku, za którym tak wyczekiwałam.

Spakowałam prowiant i wyciągnęłam chłopaków na wycieczkę.

Od samego rana pogoda dopisywała, zdążyłam wypić na balkonie kawę i chwilę powygrzewać się w słońcu z książką, później jednak się zachmurzyło. Na miejscu niebo straszyło nas ponurymi chmurami. Do tego zapomniałam, że w okolicy są podmokłe tereny. Co prawda Autan odstraszył komary, lecz na meszki najwyraźniej nie działał, pozostawało nam ograniczyć się do maszerowania ścieżkami i nigdzie nie przysiadać. 

Mam sentyment do tego miejsca, pełnego malowniczych zakątków. Zawsze też będzie mi się przypominała nasza sesja ślubna w tym parku - za parę dni mija 7 lat. Ech, wiem, że czas zaciera obrazy i nie pamięta się wszystkiego, mam jednak wrażenie, że wtedy... żyło się spokojniej, wolniej. Na pewno mieliśmy więcej czasu dla siebie :)

Dziś Skrzat śmigał alejkami na rowerze ucząc się przy okazji, że nie do każdej kałuży należy wjeżdżać, a my maszerowaliśmy ciesząc się tą wyjątkową ciszą. Na szczęście burza nadeszła dopiero popołudniu, gdy już wróciliśmy. Ochłodziło się, zawinęłam się więc w koc i usiadłam na balkonie, pozwalając sobie na jeszcze trochę relaksu, słuchałam deszczu...









Widzicie tych wystrojonych ludzi? Skupione w niewielkich grupkach damy w szerokich sukniach śmieją się z czegoś, panowie unoszą do oczu binokle, wspierają się na laseczkach i dyskutują...



Ciekawe, kim była modelka, która pozowała do tego posągu? Dawno już jej nie ma, pozostał ten kamienny portret pięknej kobiety, bezimiennej. Odłożyła na chwilę skrzydła, by zażyć kąpieli. Łagodnie zamyślona, nieobecna.

Tak na marginesie - ten artysta miał chyba wielką słabość do kobiecych piersi. A może takie było zamówienie arystokraty?



Ówczesny kanon kobiecej urody bardzo mi się podoba :)


No dobra, może tylko w odniesieniu do kobiet. Tego pana obejrzałam dokładnie, kopyt nie miał, więc za fauna goniącego nimfy uchodzić nie mógł. Fantazjować byłoby mi o nim trudno :)


















środa, 29 maja 2013

O fotografii: Video-poradniki






Nie jestem pewna, czy pisałam już o serwisie Szeroki Kadr - jeśli nie, to zdecydowanie go polecam. 

Tak jak np. tutaj - porad, jak zrobić profesjonalne ujęcia z wykorzystaniem szkła, napojów, światła. Tu za to doskonałe podpowiedzi, jak w warunkach domowych można sfotografować jedzenie. I to bez profesjonalnego sprzętu, nawet bez zewnętrznej lampy błyskowej! Na pomysł z wanną sama nie wpadłam :)

Dla osób, które chciałyby się o fotografowaniu dowiedzieć czegoś więcej, znajdą się też lekcje na najróżniejsze tematy. Można też zapisać się na newsletter, żeby nowe informacje wpadały nam do skrzynki pocztowej...



Skrzat znalazł dziś monetę. Zadowolony rozsiadł się na naszym trawniku i rzucał.

- Jak będzie orzeł, to obejrzę Madagaskar, a jak resztka to Pingwiny...

Zamarłam pochylona z aparatem nad jednym z kwiatków i nasłuchiwałam werdyktu.

- Eeee tam - westchnął. - I tak obejrzę sobie Madagaskar.


niedziela, 26 maja 2013

Pokonać słabość.


Jakiś czas temu zdarzyło mi się prawie zasłabnąć. Zbieg niekorzystnych okoliczności sprawił, że wysiadając z tramwaju zatoczyłam się ledwo docierając do najbliższej ławki, zanim kolana się pode mną ugięły. Walczyłam, by nie zwymiotować i nie stracić przytomności, rozdrażniona słabością, której nie mogłam przemóc, ale i nieco wystraszona. Przynajmniej byłam w miejscu publicznym, nie sama w domu, gdzie nikt nie mógłby mi pomóc.

Siedziałam tam może kwadrans. Przez ten czas dwie osoby, starsze, zatrzymały się pytając, czy wszystko w porządku, czy nie potrzebuję pomocy. I to było... Takie bardzo pozytywne. I staram się skupiać na tym właśnie, nie na tych dwudziestu czy trzydziestu osobach, które w pośpiechu minęły mnie obojętnie.

Biegam. 

Może nie tak regularnie, jakbym sobie tego życzyła (czy pierwotnie planowała), nie zawsze mogę wygospodarować ten czas za dnia, a wolę nie ryzykować po zmierzchu. Nie czuję się w formie, wciąż mam braki kondycyjne, ale staram się stopniowo wydłużać trasę. Sapię, ocieram pot, zaciskam zęby i skręcam, by zrobić jeszcze jedno kółko przez las. To takie moje małe zwycięstwa nad samą sobą.

I mam wrażenie, że te małe sukcesy "fizyczne", pomagają wzmocnić się również na innych polach, przede wszystkim - w tej codziennej wędrówce. Bo co innego zmobilizować siły do realizacji jakiegoś planu, a co innego mieć w sobie wytrwałość do tych wszystkich drobnych spraw, uśmiech, cierpliwość... Przebiegnę swój odcinek i poradzę sobie z kolejnym dniem.

PS. Najlepsze wrażenia są wtedy, gdy już ledwo, ledwo powłóczę nogami i poderwę się, by na ostatnim odcinku ruszyć sprintem. O ile nie potknę się i nie zaryję nosem w ziemię - czuję się, jakbym latała ;) Podziękowania dla pani, która mnie tego nauczyła :D






sobota, 25 maja 2013

Rozmyślania i HOO...


Niedzielne popołudnie już tradycyjnie przeznaczam na prasowanie. Nie, żebym bardzo lubiła tą czynność - przez cały tydzień uzbiera się całkiem spora sterta - pilnuję jednak tego rytuału. To dla mnie doskonały pretekst, aby przegonić chłopaków z pokoju (a najlepiej i z domu) i spędzić choć trochę czasu sama ze sobą. Kiedyś do prasowania włączałam filmy czy seriale, ale ponieważ od dawna już nie trafiłam na żaden interesujący (nawet "Gra o tron", której fabuła teoretycznie ma wszystko, co mi się podoba, nie przyciąga już mojej uwagi), pozostają mi książki. Nie papierowe, gdyż ciężko je trzymać operując jednocześnie żelazkiem, lecz te w wersji elektronicznej.

I tu pojawiają się problemy dwojakiego rodzaju - albo książka, pomimo intrygującej zapowiedzi, już po kilkunastu stronach okazuje się tendencyjna, albo wręcz przeciwnie, jest zbyt wciągająca i nie potrafię jej zamknąć kończąc prasowanie, tylko czytam dłuuugo w noc. A wtedy poniedziałek jest cięższy niż zwykle. 

Ostatnio zresztą ciężko mi znaleźć coś ciekawego, czuję serdeczny przesyt tą "lżejszą" literaturą, brakuje mi za to spokoju i ciszy, by móc skupić się na czymś bardziej złożonym :/ Buuu, ciężko dogodzić samej sobie.



Pisałam już kilkakrotnie o książkach Nalini Singh, lecz ponieważ niecierpliwie czekam na jej najnowszą powieść (kombinując zarazem, jak najszybciej skombinować papierowe wydanie), wracam z tematem. 

Korzystając z pobytu u rodziców (=więcej wolnego czasu), przejrzałam fora internetowe w poszukiwaniu opinii i spekulacji. 

Tak, jak już wiele osób się domyślało, bohaterem "Heart of Obsidian" będzie Kaleb Krychek. Pozostaje pytanie, kim okaże się kobieta, której szukał, a także czy to on jest Duchem. To jedna z rzeczy, którą najbardziej podziwiam u tej autorki - można czepiać się, że jej bohaterowie jednako są niewyobrażalnie piękni oraz noszą w sobie większą czy mniejszą traumę, akcja rozwija się od trudności pozornie nie do pokonania, poprzez tarcia i utarczki po dramatyczny zwrot (najlepiej z zagrożeniem dla życia) i obowiązkowy HE - trzeba jednak przyznać, że stworzyła niesamowicie kompleksowy świat (właściwie dwa, jeśli pamiętać o Łowcy Gildii), niby podobny, ale tak inny od naszego, z własną historią, z odrębnymi prawami... 

Wracając do spekulacji o HoO... Najwięcej zwolenników ma teoria, że to właśnie Kaleb jest Duchem (po tylu tomach to nadal jest zagadką!!), ja również się do tego skłaniam, chociaż dziś zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie będzie to jego jakiś nieznany nam jeszcze brat. Hmm... Szukanie odpowiedzi w gąszczu sugestii (zarówno z książek, jak i niejasnych wypowiedzi autorki) to dobry sposób na oderwanie się od codzienności.Jeszcze przyjemniej jest włączyć się do dyskusji prowadzonej przez innych fanów.

Przy okazji trafiłam na sympatyczną recenzję książek pani Singh, napisaną przez mężczyznę (gościnna recenzja AJH na blogu Dear Author: tutaj). Nieźle się przy niej uśmiałam, pozwolę sobie zacytować:

"Angel’s Blood feels a lot like an attempt to see quite how far you can push the power dynamics in a relationship before it becomes completely untenable. Yes, Elena is a badass, but Raphael is off the scale. (...)

The actual sex is a little bit hard for me to parse. It’s pretty hot, don’t get me wrong, but as a male reader I’m plagued by a little voice at the back of my head that says “wow, I have been doing this seriously wrong for, like, a decade.” (...)

I’m also a bit disturbed by the sheer amount of control the heroes I’ve encountered so far have had over their penises. I mean, Raphael sort of gets a pass on account of being a quasi-omnipotent being of unbridled power and glory, but I’m not sure I’ve seen a hero yet who hasn’t been able to get inside his partner with one deft thrust. I get that this is kind of a genre convention but … is there some kind of school these guys go to?

Everything I learned about life and love from reading Angel’s Blood:if you’re having doubts about a prospective romantic partner shoot him. And aim for the wings. A thousand years is a perfectly acceptable age gap. You can hide a dagger in your hair if you know how. An angel’s cock serves a highly specific purpose."

Tak, nic dodać nic ująć :)

--- edit! ---

Na blogu Nalini ktoś wkleił link do skanu... z niemieckiego katalogu książek i z tego fragmentu jednoznacznie wynika, kim jest kobieta, której szukał Kaleb :) Zacieram ręce z radości, ależ się będzie działo!!!












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...