sobota, 10 listopada 2012

Mglisty las


Tym razem zdjęcia sprzed trzech tygodni (mam jeszcze spore zaległości z nimi).

Mgła moim zdaniem najlepiej prezentuje się w wąskich uliczkach starego miasta, ocierająca się o malowniczą kamieniczkę. Ach, jeszcze obowiązkowo latarnia i kostka brukowa lśniąca w jej słabym świetle.

Tego dnia mgła była niczym mleko, gęsta i wszechobecna. Wspaniały widok :) W taki dzień najlepiej zawinąć się kocem i spać, ewentualnie zasiąść w głębokim fotelu z dobrą książką i kubkiem aromatycznego grzańca.

Zamiast cieszyć się ciepłym domem wybraliśmy na spacer do lasu. Październikowa jesień wciąż jeszcze wisiała na drzewach w całym szaleństwie kolorów, ale... niewiele było widać. Dźwigałam ze sobą statyw, próbowałam wydłużać czasy - i tak nie pomagało :)

Dopiero kiedy wracaliśmy mgła zaczęła unosić.. 





















czwartek, 8 listopada 2012

Zimno wszędzie, ciemno wszędzie...


Brrrr..... Nie lubię listopada. Pogoda taka, że najchętniej nie wychodziłabym spod koca. Energii też wykrzesać z siebie nie potrafię, nie pomaga nawet rozgrzewka przy energetycznych kawałkach. 

Ponuro. Tylko bym marudziła.




- Myszko, skąd masz tyle liście w kapturze.

- Budowaliśmy w ogródku zamek z liści.

- O! Z kim budowałeś?

- Z moimi wojownikami.

- Rozumiem. A kto był waszym przeciwnikiem?

- Dziewczyny.

- Kochanie, z dziewczynami to nie się walczy...

- Mama, ale one przeszły na ciemną stronę mocy.

wtorek, 6 listopada 2012

Brzydka jesień






Te zdjęcia zrobiłam już dokładnie miesiąc temu. Wybrałam się na samotny spacer po ogródkach działkowych w moich starych, rodzinnych stronach. Krążyłam alejkami niecierpliwie szukając czegoś "ładnego". I tak sobie pomyślałam, że przecież jesień to nie tylko lśniące kasztany i wielobarwne liście. Jesień to też obsychanie lata, zamieranie tego, co zielone... 

Tym razem zdjęcia bez żadnego poprawiania. Takie... od brzydszej strony jesieni.










poniedziałek, 5 listopada 2012

Kiepskie czasy?


Kryzys trwa w najlepsze, donoszą o tym już nie tylko media i politycy, ale odczuwają to wszyscy dookoła. Z każdej strony słyszę, że coraz trudniej znaleźć nową pracę, że w starej grożą zwolnieniami, zmuszają do nadgodzin tudzież nakładają tyle obowiązków, iż jedynym rozwiązaniem jest zabieranie pracy do domu. A jak się komuś nie podoba - to... znaleźć coś innego wcale nie jest łatwo.

"Jeżeli firmy przekonają się, że jeden człowiek może robić za dwóch czy trzech, to potem nie będą chciały wydawać pieniędzy na odciążenie go i zatrudnianie nowych pracowników." (Gazeta Prawna)

To jest... chore. Chwilami mam wrażenie, że zachłanny kapitalizm w połączeniu z obecnym kryzysem prowadzi nas z powrotem do XIX wieku, jeśli chodzi o warunki pracy. Mało kto już pamięta, ze 8-godzinny dzień pracy był jedną ze zdobyczy socjalizmu, tak chętnie dziś u nas wyszydzanego.

Chciałabym wierzyć, że ten trend w końcu się odwróci. Bo na dłuższą metę ucierpią na tym wszyscy, również ci, którzy dzisiaj wydają się czerpać korzyści z tej sytuacji.

Ech, lepiej nie będę rozwijać tego tematu, musiałabym napisać zbyt wiele gorzkich słów.

W ramach prasówki polecam dwa artykuły:
- Googliness - "nowy" trend, choć dla mnie to brzmi znajomo, ktoś pamięta jeszcze metody stosowane przez Amway? (ale jako "nowość" temat zawsze lepiej się sprzedaje),
- "Lemingi są wszędzie" - bobo, ofisnyj płankton czy pokolenie Golfa - ciekawa, choć może odrobinę złośliwa analiza.


Tak na marginesie... To mój 300ny post od marca 2011 - średnio wychodzi, że pisałam co drugi dzień. Jednak jestem gadułą.






Czas szykować się do zimy.


Dobrze jest spędzić cztery całe dni z najbliższymi. Dobrze jest mieć obu chłopaków przy sobie, obserwować, jak sobie radzą, jak się docierają. Szkoda, że tak nie może być na co dzień.

Pomimo katarów czy innych drobnych niedogodności wydłużony weekend upłynął przyjemnie. Nie udał się nam wypad do lasu, dokończyłam za to, na ile pozwalał mi wciąż zapuchnięty palec, porządki w ogródku: ścięłam zaschnięte już kwiaty, wkopałam nowe obrzeża, okryłam posadzone cebule korą. Pozostało jeszcze zabezpieczyć przed zimą budleję i róże... Z drugą parą rąk, silniejszych niż moje własne, wszystko idzie szybciej. Udało się odhaczyć kilka zaległych spraw w domu, wynieśliśmy z balkonu letnie meble, zapędzone do mieszkania kwiaty nie mieszczą się na parapetach. Szkoda, że pelargonie nie przetrzymały tych pierwszych przymrozków; w tym roku wyjątkowo wcześnie się poddały.





Czekam na wiosnę.

Czas jest nieubłagany, biegnie swoim rytmem, zwykle szybciej niżbyśmy sobie tego życzyli. Zawsze jednak, kiedy nadchodzi ta zimna, szara pora roku, wolałabym, aby minęła szybciej. Mam dość ponurych myśli i bez tej jesiennej szarugi, chłodu, błota. 

A na wiosnę... 

Nie trzymam się nadziei, bo ta tylko prowadzi do łez. Staram się po prostu robić swoje, przejść przez każdy dzień świadomie, najlepiej, jak potrafię. Na brak zajęć narzekać nie mogę. Na wypadek wolnej chwili - mam całą listę pomysłów, czym jeszcze mogłabym się zająć.

A na wiosnę...

Znów wyciągnę mój stolik, krzesła. Będę pić kawę na balkonie. Będę patrzeć na moje kwiaty, cieszyć oczy ich świeżymi kolorami. Jakoś to będzie, choć może nie tak, jak być miało.



piątek, 2 listopada 2012

Prawa człowieka w praktyce :/


Nie chciałabym pisać o aborcji, poszanowanie prawa kobiety do wyboru - szczególnie w dramatycznych okolicznościach - wydaje mi się tak oczywiste, że trudno tu coś jeszcze dodać.

Aczkolwiek dla wszystkich oczywiste to nie jest, o czym można się raz po raz przekonać.

Doprawdy nie potrafię pojąć, jak można odmówić tego prawa zgwałconej dziewczynce. Gdzie jest sumienie lekarzy, którzy nie tylko wykręcili się od wykonania zabiegu, ale i ujawnili dane 14-latki, przekazali numer jej telefonu, przez co narażona była na ataki. Kiedy padło oskarżenie, że to matka namawia ją do zabiegu - "Dziewczynka została przewieziona do placówki opiekuńczej, odebrano jej telefon i została zamknięta w pokoju z kratami w oknach" (źródło: tutaj).

Wokół tematu aborcji wiele jest problemów natury moralnej, etycznej, jednakże skoro mamy przepisy, dość rozsądne, to powinny być one przestrzegane. Państwo nie może dopuszczać do tego, że ofiara będzie poniżana, prześladawana.

Chociaż tych najbardziej zawziętych przeciwników prawa do aborcji dość łatwo skategoryzować, mieszczą się w max. 2-3 grupach, to reszta społeczeństwa nie powinna czuć się uwolniona od odpowiedzialności. W podobnie dramatycznej sytuacji może znaleźć się każda kobieta, siostra córka... A stać samotnie przeciwko takim atakom nie jest łatwo.

Trzeba mówić o tym głośno, trzeba dyskutować - szczególnie, kiedy są wątpliwości. Ważne, by coś robić.


czwartek, 1 listopada 2012

Skrzypek na stacji metra.


Dostałam to mailem, wklejam w całości. Warto przeczytać do końca.

***

W waszyngtońskim metrze usiadł pewien człowiek i zaczął grać na skrzypcach. Był mroźny styczniowy poranek. W ciągu około 45 minut zagrał 6 utworów Bacha. Szacuje się, że w tym czasie, 1.100 ludzi przeszło przez stację metra udając się do pracy. Po upływie trzech minut pewien pan w średnim wieku zauważył, że gra jakiś muzyk. Zwolnił kroku i zatrzymał się na parę sekund, po czym pośpiesznie ruszył dalej, aby nie zakłócić swego harmonogramu dnia.

Minutę później skrzypek otrzymał pierwszego dolara: jakaś kobieta rzuciła mu go do futerału i poszła sobie dalej, nie zatrzymując się. Kilka minut później jakiś człowiek oparł się o ścianę, aby posłuchać gry, ale zaraz potem spojrzał na zegarek i odszedł. Najwyraźniej był już spóźniony do pracy.

Osobą, która poświęciła skrzypkowi najwięcej uwagi, był 3-letni chłopczyk. Jego matka kazała mu się pośpieszyć, ale chłopczyk zatrzymał się, aby jeszcze spojrzeć na skrzypka. W końcu popchnęła go mocno; chłopiec ruszył z miejsca, ale cały czas odwracał głowę. Takie samo zachowanie powtarzało się u kilkunastu innych dzieci. Wszyscy rodzice, bez wyjątku, kazały im iść dalej.

Podczas 45 minut gry, tylko 6 osób zatrzymało się na chwilę. Około 20 dało mu pieniądze, potem jednak odeszło, nie zwalniając kroku. Zebrał 32 dolary. Kiedy przestał grać i zapadła cisza, nikt tego nie zauważył. Nie było oklasków, ani żadnych słów uznania.

Nikt nie wiedział, że owym skrzypkiem był Joshua Bell, jeden z najbardziej utalentowanych muzyków świata. Zagrał właśnie kilka najtrudniejszych utworów, jakie kiedykolwiek zostały skomponowane, na skrzypcach wartych 3,5 milionów dolarów. Dwa dni wcześniej, wszystkie bilety na koncert Joshuy Bell'a w Bostonie zostały wyprzedane. Średnia cena biletu wynosiła 100 dolarów.

To jest prawdziwa historia. Joshua Bell, grający incognito na stacji metra, brał udział w eksperymencie społecznym zorganizowanym przez Washington Post. Eksperyment dotyczył percepcji, gustu i ludzkich priorytetów. Zagadnienia brzmiały: Czy w pospolitym otoczeniu i o niesprzyjającej godzinie potrafimy ujrzeć piękno? A może przestajemy je doceniać? Czy potrafimy dostrzec talent w nieoczekiwanym miejscu?

Jeden z możliwych wniosków płynących z tego eksperymentu może brzmieć: 

JEŚLI NIE MAMY CZASU, ABY ZATRZYMAĆ SIĘ I POSŁUCHAĆ JEDNEGO Z NAJLEPSZYCH MUZYKÓW ŚWIATA, GRAJĄCEGO NAJLEPSZĄ MUZYKĘ, JAKĄ KIEDYKOLWIEK SKOMPONOWANO, TO ILE INNYCH RZECZY NAM UMYKA?

(tłum. AspenTrees78) 




Chustka [*]


Czytałam niedawno wywiad z Joanną Sałyga, autorką niezwykle poruszającego bloga - "do czego przyda się chustka". Jedna z osób związanych z Fundacją Rak'n'roll czy kampanią "Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi". Młoda kobieta, która walczyła z rakiem wiedząc, że kiedyś przegra. Do końca potrafiła się uśmiechać, uczyć swojego synka, jak wspaniały jest ten świat. Opowiadała o tym, jak świadomie przeżyć pozostały czas, również, kiedy przychodziły te bardzo trudne momenty.

Chociaż miała w sobie tyle pogody, tę rozmowę czytałam ze łzami w oczach. Szczególnie - fragmenty o jej dziecku.

Jej czas się skończył, odeszła w poniedziałek... 


środa, 31 października 2012

Ignorantia iuris nocet


Jak mówi stara, rzymska paremia - nieznajomość prawa szkodzi.
Lekceważenie pewnych zasad - również.

Na co dzień aż zbyt często mam do czynienia z sytuacjami, kiedy... chce się krzyczeć. Na nasze kochane państwo, które nierzadko tworzy pułapki, na bezduszne przepisy, na ludzi, którzy na własne życzenie albo przez chwilę nieuwagi pakują się w kłopoty.

Bo czasem wystarczy dopełnienie drobnej formalności - podpisanie umowy darowizny i zgłoszenie jej do urzędu (bez żadnych opłat!) - by uniknąć karnego wymiaru podatku. Czasem jedna niezapłacona faktura za telefon, kilkaset złotych, po niecałym miesiącu przybiera ciężar kilku tysięcy kosztów, gdy sprawa zostaje błyskawicznie skierowana do windykacji, tudzież zmienia się w poważne kłopoty, kiedy do gry przystępuje komornik. Czasem brak zainteresowania sprawami zmarłego krewnego skutkuje bliskim spotkaniem z jego wierzycielami. Czasem okazuje się, że przy sprzedaży mieszkania powstają większe koszty niż można na nim zyskać. Czasem...

Zawsze wskazane jest pomyśleć - zanim się coś zrobi. W większości przypadków wystarczy poszukać poszukać w zasobach internetu, zapytać w urzędowej informacji czy chociażby kierować się zdrowym rozsądkiem.Aczkolwiek należy przyznać, że urzędy i instytucje państwowe nie zawsze postępują logicznie czy sprawiedliwie.

"Gdybym tylko wiedział wcześniej..."




Na codzienne frustracje dobrze robią intensywne ćwiczenia. Ostatnio zauważyłam, że najbardziej mi odpowiadają te agresywne, uwalniające energię, a z nią złość i gorycz. Może poproszę w liście do Świętego o worek treningowy? Czasem pożyczam od Skrzata taki  mniejszy, ale wydaje się zbyt delikatny na moje potrzeby.

A wychodząc na zewnątrz... Zakładam szpilki, ciasną skórę i chowam się za maską...



czwartek, 25 października 2012

Proste czy trudne pytania?


- Mama, dlaczego nie lubisz, kiedy ktoś kłamie?

Niektóre sprawy wydają się tak oczywiste, że nigdy nie zastanawiamy się, jak ująć je słowa, odpowiedzieć na najprostsze pytanie. Łatwo zapomnieć, czy w ogóle znamy odpowiedź... Czasem dobrze jest wrócić do podstaw...

- Mama, a dlaczego właściwie muszę cię słuchać?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...