piątek, 18 maja 2012

Kreta, cz. 5


Tak się zastanawiałam, czy ten wieczny brak czasu, to wina przeładowanego planu, mojej słabości czy zwariowanych czasów. Popołudnia spędzamy albo na dworze, albo - przy gorszej pogodzie - w domu, przy zabawie i pracy. Skrzat wymaga mojej pełnej uwagi, takie są też zalecenia, mogę zapomnieć, że uda mi się coś w tym czasie zrobić. A pozostaje do zrobienia sporo - od gotowania czy prasowania zaczynając przez papierkową robotę po różne sprawy związane z hobby...

Tak, z czegoś mogę zrezygnować. Nie włączać komputera. Mniej spać. Nie robić tyle zdjęć. Mam wrażenie, że jeszcze niedawno byłam lepiej zorganizowana :/






Kwitnące oliwki


Bugenwilla, zawsze oszałamiająca

Ten krzew tworzył żywołoty, gęste, szerokie i obficie kwitnące. Zapach niepozornych białych kwiatuszków był niesamowity.




Przepraszam, że zdjęcia tej zatoki wciąż się powtarzają. Ciężko było oprzeć się pokusie fotografowania jej o różnych porach dnia.













czwartek, 17 maja 2012

Kreta, cz. 4 - trochę o wrażeniach


W kwietniu woda w morzu była zdecydowanie cieplejsze niż nasz Bałtyk latem. Nie była to też taka ciepła, rozleniwiająca zupa - ot rześka i zachęcająca, żeby popływać. Ta wiosenna Grecja była zdecydowanie bardziej zielona niż ją sobie zapamiętałam z letnich miesięcy.

Na każdym kroku trafiałam na cudeńka, praktycznie nie chowałam aparatu do torby ryzykując jego przegrzanie w jaskrawym słońcu. Moja wiedza o kwiatach okazała się stanowczo niewystarczająca, byłam oszołomiona tymi wszystkimi kolorami. Szkoda, że zdjęcia nie przenoszą zapachów... Najpiękniejsze jednak kolory miało morze - aż nierealne, intensywne i tak czyste.

Jeśli przed wyjazdem martwiłam się o pogodę i zapowiadane dla Hersonissos 20 stopni, to zupełnie niepotrzebnie - jeszcze jeden, dwa stopnie więcej i byłoby za gorąco. Wygrzaliśmy się, kapelusze i ciemne okulary okazały się nieodzowne, butelka wody pod ręką i można było ruszać w drogę.

Jedyne, czego żałuję, to że nie udało nam się pojeździć po wyspie. Wypożyczalni samochodów było tam więcej niż sklepów spożywczych, lecz ostatecznie nie zdecydowaliśmy się. Mąż był wyjątkowo przemęczony swoją pracą, wszystkim nam należał się kompletnie bezstresowy odpoczynek. A skoro tylko mi zależało na zwiedzaniu... Jeszcze kiedyś tam wrócimy, z pewnością, zobaczyć południowe plaże w Arvia czy Ierapetra, zagubione w górach wąwozy czy słynną Spinalongę, posmakować trochę niezepsutego turystyczną komercją interioru.

W ramach kompromisu włóczyliśmy się pieszo po okolicy, na ile pozwalał zapas sił Skrzata. 





Wszystkie zdjęcia robiłam z filtrem polaryzacyjnym. Czyste niebo i pełne dobrze słońce służą fotografii  krajobrazu, jednakże w przypadku kwiatów - zdecydowanie bardziej wolę delikatną warstwę chmur. Światłocienie i prześwietlenia nie są tym, co lubię.

Kolory... zmieniały się w zależności od pory dnia. Skały, które rano były niemal białe, późnym popołudniem stawały się rdzawe...




Nasz urlop przypadał jeszcze przed sezonem, nie było tłumów (całe szczęście!!). Wiele knajpek dopiero się otwierało, Grecy przesiadywali leniwie na schodach rozmawiając czy po prostu gapiąc się w morze. Niestety, nie mam odwagi robić zdjęć ludziom, żałuję, iż nie wykorzystałam okazji - niektóre twarze były tak charakterystyczne... Wiem, wystarczy zapytać o zgodę. Tchórz ze mnie, zamiast tego rozmyślam o teleobiektywie.

Przed jednym z większych hoteli w pobliżu przestawał odźwierny ubrany niczym pirat - współczułam mu czarnej koszuli, lecz jego obcisłe spodnie w połączeniu ze zdecydowanie nieodpowiednimi na tą porę roku butami nie pozwalały przejść całkiem obojętnie. Jego zatknięty za pasem pejcz działał inspirująco nawet na mężatkę...












Skrzat spotkał w hotelu rówieśnika i obaj ochoczo dokazywali, czy to zatapiając w najgłębszym miejscu basenu statek (ta zaszczytna rola przypadła rurze pcv nieznanego przeznaczenia), tak skutecznie, że tatusiom nie udało się jej wyłowić, czy to niemal wywołując afery międzynarodowe, gdy próbowali odświeżyć spieczonych słońcem gości przy pomocy węża do napełniania basenu. A już na pewno mieli wielką publiczność, kiedy ganiali po całym tarasie z przeraźliwym okrzykiem "Balrog mnie goni!". 







Z większej odległości w panoramie miasteczka wyróżniały się palmy i charakterystyczne sylwetki araukarii o niesamowitych liściach, które... na nasze potrzeby udawały węże.





środa, 16 maja 2012

.


Szczęśliwe wieści od dawno niewidzianych znajomych powinny być witane z uśmiechem, a jednak czasem nie są mile widziane :/ Kiedy od miesięcy nie odpowiadam na kolejne wiadomości, to chyba wyraźny sygnał, iż nie chcę tego kontaktu? Przyjmę każde najgorsze wyzwisko, nie będę się bronić; wiem, że moje podejście nie jest chwalebne. Ale po prostu nie chcę... Jedna wiadomość i moja z takim trudem budowana równowaga się posypała :/

Nie, to nie ich wina.. To tylko w mojej głowie jest coś nie tak :/
Łatwiej mi być odludkiem, pozmieniać wszystkie numery.

Znam swoje emocje, potrafię je nazwać. Nikomu jednak nic do tego, że w pierwszym rzędzie chcę chronić siebie i swoją rodzinę, a dopiero później ewentualnie mogę być koleżanką.

A teraz mam tylko ochotę zwinąć się w kłębek i płakać..


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...