wtorek, 15 maja 2012

Kreta, cz. 3






Brak mi czasu, więc tylko kolejny zestaw widoczków...













PS. Dlaczego w bajkach tak często bohater (niekoniecznie książę) dostaje rękę księżniczki w nagrodę? Czy ona nie ma już nic do powiedzenia? Od małego wciska się dziewczynkom taki kit do głowy ;)

poniedziałek, 14 maja 2012

Kreta, cz. 2 - hotel




Urlop spędziliśmy w Hersonissos Village. Hotel podobał mi się już na zdjęciach, po przyjeździe na miejsce - byłam nim zachwycona. Niewielkie budynki, białe, takie tradycyjne, w środku urządzone ze smakiem, na zewnątrz - tonące w zieleni. Rany, tam wszystko kwitło!!

W Grecji utrzymanie zielonego trawnika to ogromne wyzwanie i znaczne koszty, jednak kiedy przyzwyczaić się do suchych przestrzeni pod drzewami, to można do woli cieszyć się niemal egzotycznymi (biorąc pod uwagę polską strefę klimatyczną) roślinami. To, co u nas rośnie w szklarniach, tam - przy drodze. Fikusy to ogromne drzewa, pelargonie - wielkie krzaki, te wszystkie niesamowite kolory.. W sezonie znakomita większość moich zdjęć to kwiaty właśnie... więc pod tym względem nie potrafię sobie wyobrazić lepszych okoliczności.





Na zdjęciu niżej widok, jaki mieliśmy co dzień idąc do restauracji.

Jedzenie w Hersonissos Village to odrębna sprawa - było przepyszne i w tak dużych ilościach, że... nie sposób było poczuć głód. Chciało się spróbować chociaż po trochu z tych pyszności. Skrzat przybijał sobie z kelnerami piątkę, ich przełożony co dzień sprawdzał, czy urosły mu po jedzeniu muskuły, a młody aż promieniał...


W opiniach o hotelu czytałam, przed wyjazdem, że jego wadą jest położenie - "można się zasapać". Hmm... kwestia wysokości to rzecz względna, do plaży było może 400 m, dla nas lekki spacerek, nawet, jeśli było stromo, ale niektórzy wozili tyłki samochodami.

Ta wysokość dawała za to wspaniałe widoki. Po górach pochodzić tam nie mogłam, lecz oczy ich widokiem nakarmiłam.



Kiedy w czasie sjesty moje chłopaki kładły się na drzemkę (wiadomo, mężczyzna mały czy duży, to stworzenie delikatne, potrzebuje odpoczynku), ja biegałam dookoła z aparatem, gubiąc się raz po raz w labiryncie zieleni, sieci alejek (całkiem często wpadając na pana "od napraw wszelkich", wyglądającego według najlepszych greckich wzorów i zawsze szeroko się uśmiechającego; właściwie to miałam poważny plan, by samej coś zepsuć w z góry upatrzonym miejscu, najlepiej... na dnie basenu ;) ), to znów siadałam na tarasie ponad basenem, z kawą i notatkami do Alpine.




Niestety, przewodów elektrycznych było tam aż za dużo :/ Siga siga, wiele rzeczy robili byle jak - drogi wijące się niemożliwymi wręcz okrężnymi trasami, wodociągi całkiem na wierzchu...

Taki widok mieliśmy z balkonu.


Faaajno tam było...






sobota, 12 maja 2012

Sobotnie sprzątanie


Miałam sobie trochę pomarudzić, ale przed chwilą przeczytałam tak dobrą wiadomość, że.. wszystko się we mnie teraz uśmiecha. A., raz jeszcze gratulacje :):):)






Sobotni ranek był wreszcie leniwy, ze wspólnym śniadaniem i prasówką. A potem już trzeba było wziąć się do roboty - zakupy, załatwianie drobiazgów, na które w tygodniu nie ma czasu, sprzątanie, sprzątanie... Popołudnie spędziłam w ogródku - sadząc, plewiąc i kosząc pierwszą trawę.

Od dawna już mam takie niekomfortowe uczucie ciągłego bałaganu. Nawet jak przegonię towarzystwo z domu i skupię się na gruntownym sprzątaniu, przekładaniu z miejsca na miejsce, ciągle jest coś do zrobienia. Ledwo skończę z jedną sprawą, pojawia się kolejna i kolejna... Czy to różne prace domowe czy innego rodzaju zadania.

I to się przekłada jakoś tak na moje wnętrze - ciągle nieuporządkowane. 
Ale przynajmniej udaje mi się trzymać emocje w ryzach.


Dopiero na wieczór siadam do komputera, ograniczam ten czas przed ekranem, gdyż inaczej brakuje go na ważniejsze sprawy. Muszę zrobić jeszcze ostateczną korektę jednego tekstu, a potem mogę się zrelaksować - zdjęciami z Grecji, może jakąś książką... Inne plany, jak ta ostatnia porcja materiału w szafie czy fotoksiążka, na razie będą musiały poczekać.





Jakiś czas temu, kiedy klęczałam na trawniku przy pierwszych kwiatach, poczułam na sobie spojrzenie - spod balkonu obserwował mnie tajemniczy stwór ;) Tak sobie myślę, że pasowałby do Alpine ;) 


wtorek, 8 maja 2012

Kreta, cz. 1


Brak mi czasu, aby wszystko pokończyć... Na razie jako priorytet przyjęłam kolejny rozdział "Alpine", ale chciałabym też zdjęcia obrobić do końca, uzupełnić na Picasie, podzielić się wrażeniami z wyjazdu tutaj na blogu... Wymyśliłam też sobie fotoksiążkę z tego wyjazdu... Do tego ogródek aż woła o trochę uwagi, dziś ścinałam zaschnięte już hiacynty, zaskoczona tym, ile się tam przez tydzień pozmieniało. Powinnam już posadzić jednoroczne rośliny, chciałabym też balkon kwiatami przyozdobić - może w weekend się uda?

A jeszcze parę spraw do uporządkowania zostało. Muszę szkolenia podciągnąć dalej, bo nie uzbieram punktów do końca roku. Muszę kilka medycznych spraw załatwić, parę spraw urzędowych. A jeszcze plany związane z szyciem, jeszcze tłucze mi się po głowie ostatnio pomysł na miniaturkę czy też może krótkie opowiadanie... Nie wspominając już o tym, że dawno powinnam była odesłać umowę, która tak mnie ucieszyła, a którą nie miałam spokojnej chwili się zająć :/

Chyba za dużo bym chciała, doba jest nieubłaganie krótka, a popołudniami brak czasu na to wszystko. Urlop był cudowny, teraz jednak znów ta gonitwa i jakoś tak rozregulowana się czuję, nie potrafię złapać rytmu...

Ha, przynajmniej na razie nie będę się głowić z wymyślaniem tytułów.










Morze nudzi mnie tak po około trzech dniach, lecz do beztroskiego wylegiwania się... mogłabym wrócić w każdej chwili :)


niedziela, 6 maja 2012

Pora wracać do rzeczywistości...


Fajnie było.

Urlop zdecydowanie udany - urokliwe miejsce, malowniczo położone, otoczone kwiatami i bajecznymi wprost kolorami, szum lazurowych fal, rozleniwiające ciepło słońca. I nawet czas nie uciekał za szybko, płynął we właściwym tempie, pozwalając nasycić się tym wszystkim, nacieszyć pięknem otoczenia. Wrażenie tego nie popsuł nam opóźniony lot, ciągnąca się przez cały dzień podróż.

Nie dotarliśmy jeszcze do domu, na razie zatrzymaliśmy się u rodziców/dziadków, wymienić wrażeniami z ich wycieczki, zupełnie nie dociera do mnie, iż jutro trzeba będzie pojawić się w biurze, a wcześniej posprzątać, nastawić pranie, ogarnąć jakoś tą rzeczywistość. Za oknem zupełnie inna wiosna niż ta, którą zostawiliśmy tydzień temu, już mnie aparat swędzi pod palcami, ale wszystko po kolei...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...